Budapeszt część 1 – przybywamy!

„Polak, Węgier dwa bratanki i do szabli, i do szklanki – Lengyel, magyar – két jó barát, együtt harcol, s issza borát”

Samolot z Saloników startuje o czasie. Tym razem lecimy Wizzairem. Samolot nie jest zbyt zatłoczony. Tomkowi udaje się zdobyć fotele z dużą ilością miejsca na nogi, które w normalnych warunkach trzeba specjalnie wcześniej rezerwować.

Grecja pożegnała nas okropną pogodą. Na szczęście po przylocie do Budapesztu okazało się, że wszystkie deszcze zostawiliśmy już za sobą. Węgierska pogoda była prawie jak grecka – pełne słońce i żar lejący się z nieba. Zapowiada się super!

WP_20140715_020

Z lotniska znowu udało nam się złapać stopa. Nawet nie zdążyłam przejść na lotnisku do kantoru i do sklepu, aby zakupić jakąś wodę mineralną gdy Tomek już woła mnie do samochodu. Naszym kierowcą jest tym razem starszy Węgier odbierający swoją trzydziestoparoletnią córkę z lotniska. Córka właśnie wróciła z przedłużonego weekendu w Barcelonie. Dobrze mówi po angielsku, więc rozmawiamy z nią chwilę o podróżach, a następnie ona tłumaczy treść rozmowy na węgierski swojemu ojcu. Pyta nas gdzie dokładnie w Budapeszcie chcemy wysiąść. Pokazuję jej adres naszego hosta, a ona zaczyna się śmiać. „Macie szczęście!” – mówi – „Mieszkamy ulicę obok”. I faktycznie, kilka minut później Węgrzy wysadzają nas prawie pod kamienicą naszego hosta.

Tym razem naszym hostem jest Australijczyk Oliver. Jego kamienica znajduje się praktycznie w samym centrum Budapesztu. Wchodzimy do mieszkania i dosłownie szczęka nam opada. Nasz host mieszka w chyba ze stumetrowym, pięknie urządzonym apartamencie. Ponadto wita nas serdecznie i od wejścia proponuje świeżo wyciśnięty sok owocowy. Jesteśmy wniebowzięci. Rozmawiamy chwilę, opowiadamy o swoich dotychczasowych przygodach. On opowiada nam o swoim życiu w Budapeszcie. Okazuje się, że prowadzi zdalnie firmę w Australii, więc praktycznie cały czas pracuje z domu. Mówi nam krótko co warto zobaczyć w mieście i umawiamy się na wieczorny wspólny obiad.

Odświeżeni i ogarnięci ruszamy w miasto. Naszym pierwszym punktem jest kantor. Węgrzy, podobnie jak Polacy, nie akceptują Euro, więc musimy kupić sobie Forinty.

WP_20140715_026

Forinty dają złudzenie, że jest się bogatym. Niestety to tylko złudzenie. Węgrzy nie mają groszowych części waluty, więc u nich 100 forintów jest równowarte około 1,33zł. Trzeba bardzo uważnie liczyć zera przy każdych zakupach.

Idziemy dalej. Budapeszt jest zupełnie inny niż greckie miasta. Jest zdecydowanie bardziej… europejski. Otaczają nas pięknie zdobione kamienice i szerokie aleje.

WP_20140715_028

Po krótkim spacerze dochodzimy do wizytówki Budapesztu – do Parlamentu.

WP_20140715_034

Budynek parlamentu, zwany jest też Orszaghaz. Od razu zauważamy podobieństwo do parlamentamu Londyńskiego. Ten budapesztański rozciąga się aż na 269 metrach wzdłuż Dunaju.

DCIM100GOPRO

Charakterystyczną cechą budowli są setki podpór, 88 postaci władców węgierskich oraz potężna prawie stumetrowa kopuła. Od kopuły rozchodzą się dwa symetryczne skrzydła. Budowa parlamentu trwała 17 lat i rozpoczęła się w 1885 roku. Co ciekawe, do tego momentu nie istniało żadne oficjalne i stałe miejsce zebrań deputowanych.

DSC_0209

Naprzeciw Parlamentu znajduje się monumentalny pomnik z lwem.

WP_20140715_041WP_20140715_044

DCIM100GOPRO

Po drugiej stronie widzimy równie ładny budynek.

WP_20140715_070

Idziemy dalej. Budapeszt upstrzony jest uroczymi skwerkami i pomnikami oraz pięknymi kamienicami.

WP_20140715_081

WP_20140715_128

WP_20140715_130

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

Most nad dunajem

Dochodzimy do ryneczku, gdzie obowiązkowo zwiedzamy moje ulubione muzeum w każdym mieście – Hard Rock Cafe. ;)

WP_20140715_133

Węgrzy wyraźnie inspirują się Wielką Brytanią. Mijamy biały diabelski młyn, żartobliwie nazywany przez Węgrów „Budapest Eye”. Dowiadujemy się  później, że młyn jest  rzeczywistości reklamą festiwalu Sziget.

WP_20140715_156

WP_20140715_192

Trochę łąki w mieście, czyli bardzo ciekawie wkomponowany mural.

Następnie kierujemy się w stronę żydowskiej dzielnicy. Kiedyś było tu getto, dzisiaj dzielnica słynie ze swoich klubów i pubów. Znajduje się tutaj także Wielka Synagoga. Jest to największy żydowski dom modlitwy w całej Europie. Został zbudowany w połowie XIX w.  lecz jeszcze przed II wojną światową zniszczony przez pro-nazistowskich Strzałokrzyżowców. W czasach komunizmu znów stała się domem modlitwy dla społeczności żydowskiej. W 1991 r. podjęto prace remontowe w budynku, które trwały do 1998 r.

WP_20140715_174

WP_20140715_189

W dzielnicy żydowskiej można także zjeść humus

Idziemy dalej jedną z głównych ulic Budapesztu, Andrassy utca, w stroną Placu Bohaterów. I tutaj jesteśmy świadkami prawdziwej dramy. Jeden z budynków płonie, a służby specjalne dzielnie walczą z ogniem.

WP_20140715_216

WP_20140715_224

Andrassy utca jest zamknięta, Policja walczy z tłumem gapiów i fotoreporterów. Musimy skręcić w boczne alejki aby ominąć zator.

Wreszcie docieramy do Placu Bohaterów.

WP_20140715_230

Plac Bohaterów jest nazywany także Placem Milenijnym lub Placem Tysiąclecia i jest jednym z najważniejszych i największych placów w mieście. Plac był wybudowany w 1929 r. W tym czasie postawiono tam pomnik ku czci poległych w czasie I wojny światowej. Jednak najważniejszym obiektem na placu Tysiąclecia jest pomnik o tej samej nazwie, którego budowę rozpoczęto w 1896 r. z okazji obchodzonego 1000-lecia istnienia Węgier. W centralnym punkcie placu znajduje się 36-metrowa kolumna archanioła Gabriela. Wokół cokołu kolumny umiejscowiono posągi jeźdźców – księcia Arpada oraz sześciu jego wodzów. Kolumnę otacza półkolista kolumnada na której umieszczono posągi ważnych postaci z historii Węgier.

DCIM100GOPRO

Za Placem znajduje się park oraz zamek Vajdahunyad.

WP_20140715_245

Zamek wbrew pozorom nie jest zabytkową budowlą. W 1896 z okazji 1000-lecia Węgier w stolicy odbyła się wielka Wystawa Milenijna, usytuowana w Parku Miejskim. Wzniesiono wówczas zespół budynków z drewna, które były kopiami obiektów z terenu Wielkich Węgier i miały reprezentować różne style w architekturze węgierskiej. Wystawa tak spodobała się publiczności, że prezentowane budynki w latach 1904 – 1908 zostały ponownie wybudowane z trwałych materiałów. Budowla jest zestawieniem kopii budynków historycznych, mieszaniną gotyku, renesansu i baroku. Swą nazwę wzięła od najbardziej charakterystycznej kopii zamku z Vajdahunyad w Siedmiogrodzie.

WP_20140715_253

WP_20140715_261

W parku nie zabrakło oryginalnych grajków

Sparujemy po parku. To tutaj mieszkańcy Budapesztu relaksują się, przychodzą na spacery z psami a także ćwiczą sztuczki barmańskie. Znajdują się też tutaj jedne z wielu term. Niestety nie mamy tyle czasu w Budapeszcie, aby również je odwiedzić.

W stronę domu wracamy metrem. Wybieramy zabytkową, żółtą linię metra.

WP_20140715_280

WP_20140715_286

Takich budek w Polsce jeszcze nie ma

Wreszcie, robimy zakupy na obiad i wracamy do naszego hosta. Dzisiejszy wieczór spędzamy w prawdziwie międzynarodowym towarzystwie. Olliego odwiedza jego znajoma Ukrainka, Zsuzsa.

Gotujemy z Tomkiem spaghetti z zakupionych wcześniej składników. Ollie jest troszkę rozczarowany, że nie robimy żadnego typowo polskiego dania, ale Spaghetti ostatecznie wychodzi przepyszne.

DCIM100GOPRO

Opowiadamy naszemu hostowi i jego przyjaciółce jak nam minął dzień a także rozmawiamy na wiele międzynarodowych tematów. Doradzają nam też co jeszcze warto zobaczyć w Budapeszcie. Zsuzsa poleca nam wycieczkę „Free Walking Tours”. No cóż, sprawdzimy to jutro. I tak mija kolejny świetny wieczór, wszystko dzięki couchsurfingowi.

Robi się dość późno. Zsuzsa zbiera się do domu, mówiąc, że jutro musi iść do pracy. No tak, w końcu jest środek tygodnia. Tomek i ja również jesteśmy już niesamowicie zmęczeni po całym dniu, więc zbieramy się spać. Jutro czeka nas kolejny dzień w Budapeszcie!

« »