Budapeszt część 2 – Buda i Peszt

Budzimy się, wyspani jak nigdy. Kanapa Olliego jest niesamowicie wygodna. Ollie już nie śpi. Wchodzę do kuchni go przywitać i widzę, że przygotował dla nas wspaniałe śniadanie.

WP_20140716_001

Wkrótce po mnie wstaje Tomek i w trójkę zasiadamy do śniadania. Jest tak pyszne, na jakie wygląda. Ollie sprawdza dla nas „Free Walking Tours”. Ruszają o 10:30 z rynku. Jest trochę późno, ale szybkim krokiem zmierzamy w tą stronę. Udało się, idealnie o 10:30 jesteśmy na rynku.

WP_20140716_011

Ludzi jest sporo, ale przewodników czwórka, więc sprawnie dzielą nas na cztery grupy.

Nasz przewodnik rozpoczyna od opowiedzenia nam czegoś ogólnie o Budapeszcie. Dowiadujemy się, że w rzeczywistości jeszcze kilkaset lat temu w miejscu obecnego miasta istniały dwa inne: na prawym brzegu Dunaju Buda a na lewym Peszt. W wyniku ich połączenia powstała obecna stolica Węgier.

Zwiedzanie rozpoczynamy od strony Pesztu, czyli od tej strony, którą widzieliśmy już trochę wczoraj. Mimo tego, że już tu byliśmy nie nudzimy się. Nasz przewodnik jest bardzo żywiołowy i o mieście opowiada w sposób humorystyczny i lekki.

WP_20140716_015

Przewodnik Zoltan w akcji

Pierwszą historyczną budowlą, do której prowadzi nas Zoltan jest Bazylika św. Stefana. Jest to największa tego typu budowla w całych Węgrzech. Na razie oglądamy ją jedynie z zewnątrz. Może wrócimy tu po południu.

DCIM100GOPRO

Zbiorowe Selfie przy Bazylice

Zoltan prowadzi nas dalej. Przechodzimy uroczymi deptakami obfitującymi w różne urocze, lecz drogie restauracje i kawiarenki. Przewodnik ostrzega nas przed nimi, jako typowo turystycznymi, drogimi miejscami. Jednocześnie poleca bardziej lokalne miejsca z węgierską kuchnią. Węgrzy, trochę podobnie jak Polacy, lubią jeść syto i tłusto. Wśród charakterystycznych dań można wymienić dobrze znane nam gulasz czy bogracz. Oczywiście wszystko doprawione solidną dozą papryki. Ponadto, nasi bratankowie zajadają się zupą rybną, langoszem czy leczo.

Idziemy dalej aż przechodzimy przez most nad Dunajem. Prosto na drugą stronę Budapesztu, czyli do Budy. To tutaj znajduje się wzgórze zamkowe i parlament. Wspinaczka na wzgórze nie jest długa, ale nieco męcząca w tym upale. Robimy postój na uzupełnienie butelek z wodą i zrobienie kilku zdjęć.

DCIM100GOPRO

Wreszcie docieramy na samą górę. Widok stąd jest wspaniały.

DCIM100GOPRO

W tle widać Bazylikę i Parlament. Obie te budowle są najwyższymi budynkami w Budapeszcie i mają wysokość równą 96 metrów. Ani ta liczba ani fakt, że budowle są tak samo wysokie nie są przypadkowe. Liczba nawiązuje do historycznej daty, a równa wysokość obu budowli oznacza równość religii wobec państwa. Tylko raz w historii budynek Parlamentu był wyższy od Bazyliki. Było to w czasach komunizmu, kiedy na Parlamencie umieszczona została komunistyczna czerwona gwiazda.

Główną atrakcją na wzgórzu jest Pałac Królewski. Zoltan opowiada nam kolejne ciekawe anegdotki. Kiedy pan Hilton, właściciel znanej sieci hoteli, rozglądał się za miejscem na nowy hotel w Budapeszcie, próbował wynegocjować z rządem kupno właśnie Pałacu Królewskiego. Jego propozycja została jednak finalnie odrzucona i hotel powstał w innym miejscu na wzgórzu zamkowym.

Wybija pełna godzina, rozpoczyna się zmiana warty pod Pałacem Prezydenckim.

WP_20140716_043

WP_20140716_056

Zmiana warty trwa kilka minut. Zoltan zabiera nas dalej na spacer po wzgórzu. Nasza wycieczka powoli dobiera ku końcowi.

DCIM100GOPRO

Ostatnie zdjęcie z naszym rewelacyjnym przewodnikiem

Wycieczka się rozchodzi. My zdecydujemy się zobaczyć z bliska pobliski kościółek.

DCIM100GOPRO

WP_20140716_078 WP_20140716_080

WP_20140716_101

WP_20140716_102

Trzeba przyznać, że podczas wycieczki zdążyliśmy porządnie zgłodnieć. Schodzimy więc ze wzgórza zamkowego i wracamy mostem na stronę Pesztu.

DSC_0244

Trochę błądzimy po centrum, jednak wreszcie udaje nam się znaleźć knajpkę polecaną przez Zoltana. W końcu możemy spróbować węgierskiego Langosza!

WP_20140716_124

Najedzeni i zadowoleni wracamy w stronę Bazyliki, aby bliżej się jej przyjrzeć.

DSC_0231

Wchodzimy do środka (wstęp jest płatny). Już od progu widzimy, że warto. Od konsekracji w 1905 roku jest największym kościołem stolicy Węgier. Może pomieścić aż 8500 wiernych. bazylika poświęcona jest pierwszemu węgierskiemu królowi Stefanowi I. W przedsionku znajduje się rzeźba św. Gerarda. Najcenniejszym eksponatem jest relikwia: zmumifikowana prawica świętego Stefana.

WP_20140716_127

WP_20140716_136

Po obejrzeniu Bazyliki w środku, wyjeżdżamy na samą górę, aby podziwiać widoki z jej kopuły.

DSC_0251

Schody na szczyt kopuły

WP_20140716_143

WP_20140716_153

DCIM100GOPRO

Schodzimy z powrotem „na ziemię”. Idziemy głównym deptakiem aż do hal targowych, gdzie można znaleźć dosłownie wszystko.

WP_20140716_172

WP_20140716_175

Hale targowe

WP_20140716_182

WP_20140716_183

Jest to zdecydowanie dobre miejsce, żeby zaopatrzyć się w pamiątki. Wreszcie zmęczeni po całym dniu wracamy do naszego hosta. Kąpiel po całym dniu jest wspaniała. Ponadto, Oli znowu nas zaskakuje i na serwuje nam obiad. Dołącza do nas jego znajoma Polka. Wreszcie jest okazja, żeby powymieniać się nieco spostrzeżeniami dotyczącymi Węgier z rodaczką.

Po obiedzie Oli proponuje nam wyjście na miasto. Chętnie na to przystajemy. Wybieramy się więc do tak zwanych Ruin Pubs. Jest to miejsce prawdziwie unikalne. Powstało stosunkowo niedawno, w miejscu opuszczonych budynków, które stopniowo zamieniały się w ruiny. Twórcy nowych miejsc postanowili zachować klimat ruin i puby zostały zbudowane na tych pozostałościach. Jest bardzo tłoczno, ale niezwykle klimatycznie.

WP_20140716_205

WP_20140716_214

DSC_0254

Zostawiam swój ślad w Ruin Pubs

Robi się późno, wracamy więc do domu. Po drodze mijamy pięknie oświetloną Operę i pomnik Ronalda Regana.

DSC_0255

WP_20140716_230

Czas iść spać, jutro nasz ostatni dzień podróży!

Rano budzimy się wyspani, chociaż zmęczenie po całej podróży daje o sobie znać. Powoli pakujemy się i powoli godzimy się z myślą, że czas wracać do domu. Oli na pożegnanie daje nam mały, uroczy prezent.

DSC_0259

Oj, będę tęsknić za tą małą Australią w samym centrum Budapesztu!

DSC_0261

Udaje nam się znaleźć bezpośredni autobus do Polski. Co prawda nie do Katowic, ale przecież z Krakowa to już rzut kamieniem do domu. To były naprawdę wspaniałe wakacje.

WP_20140717_023

« »