Hong Kong – miasto schodów

Hong Kong to miasto schodów. Dosłownie. I to nie bylejakich schodów a niekończońcych się ruchomych schodów. Do Hong Kongu przylatujemy około południa. Załatwiamy formalności w immigration (nie trzeba wizy), odbieramy bagaże, odnajdujemy się i wreszcie łapiemy autobus do miasta. Nasz autobus to double-decker (od razu widać wpływy brytyjskie!), my siadamy na samej górze z przodu i podziwiamy widoki. Tym razem naszą host będzie Cindy. Cindy mieszka praktycznie na samym szczycie Hong Kong Island. Aby się do niej dostać musimy odnaleźć schody – The Mid-level Elevator. Chwilę się błąkamy, ale Cindy przesłała mi dość dokładne wskazówki dojazdu, więc szybko odnajdujemy schody….    Czytaj dalej

Chiny oczami Anglika – czyli nasze przygody w Szanghaju

W Szanghaju dopada nas małe zmęczenie Chinami. Dobrze więc, że tym razem naszym hostem jest John. John jest rodowitym Anglikiem w średnim wieku, prosto spod Londynu. W Chinach mieszka już dziewiąty rok i, a jakże, naucza angielskiego. Mieszka ze swoją dziewczyną (?), Chinką, do której zwraca się tak angielsko – Merry. John po tych wszystkich latach patrzy na Chiny z dużym dystansem. Zresztą, na pierwsze nasze pytanie z serii jak długo mieszka w Chinach, odpowiada: – Way too long! O Chińczykach też ma niezbyt pochlebne zdanie – Oni wszyscy są jednakowi. Jak roboty – opowiada trochę znudzony. – Za każdym…    Czytaj dalej

Pekin, czyli kapitalizm wg. komunistów

Do Pekinu przyjeżdżamy szybką koleją. Wsiadamy do pociągu typu G w Luoyang i niecałe 4 godziny później jesteśmy w Pekinie. Pociąg mknie 300km/h! Pomimo, że Chiny są Republiką Ludową, to kwitnie tu kapitalizm i wolny rynek. Oczywiście nie tylko w Pekinie, ale tutaj widać to szczególnie mocno. Już pomijając wszechobecny handel uliczny na ulicach witryny sklepowe dumnie prezentują zarówno lokalne i jak i zachodnie marki. Nasz host jest szalony, czyli poznajcie Bruce’a. Chińczyka, który nienawidzi chińskiej mentalności Do Pekinu przyjeżdżamy dzień wcześniej niż planowaliśmy. A wszystko dlatego, że nie udało nam się przełożyć pociągu z Luoyang. No trudno. Bruce, nasz…    Czytaj dalej

Chińsko-Polskie kontakty towarzyskie

Starcie pierwsze W Xi’An spotykamy Cindy. Cindy jest Chinką, która zaskakująco dobrze mówi po angielsku. Ale nic dziwnego, sama zwiedziła już trochę świata, chociaż głównie inne kraje Azji. Couchsurfing też nie jest dla niej nowością – to właśnie przez ten portal się zgadujemy. Umawiamy się przy jednej z bram do wielkiego parku Xi’An. Park jest ogromny, więc zanim znajdujemy właściwie miejsce jesteśmy już spóźnieni. Gorączkowo szukam WiFi i staram się z Cindy skontaktować przez WeChat. Chińczycy kochają WeChat. To coś w stylu WhatsApp, ale wzbogacony o wiele dodatkowych bajerów. Można czatować, zostawiać wiadomości głosowe i znajdywać znajomych w okolicy. Jest…    Czytaj dalej

Chiny są głośne

Z drogi, śledzie – Ladies and gentlemen. Please fasten your seatbelts. We will by landing soon in Xi’An. – Donośny głos kapitana rozszedł się po samolocie wybijając pasażerów z sennego letargu. Zapinamy grzecznie pasy, jednakże na większości pasażerów komunikat nie robi żadnego wrażenia. Nic dziwnego – w ogromnym, transkontynentalnym Boeingu dominują Chińczycy, którzy o języku angielskim kiedyś słyszeli, ale raczej nigdy się go nie nauczyli. Naliczyliśmy nie więcej jak 10 białasów. Fińskie stewardesy, wyraźnie zmęczone ośmiogodzinnym niańczeniem Chińczyków, chodzą i na migi upominają pasażerów aby zajęli miejsca i pozapinali pasy. Nie jest to proste, gdyż nawet jak już kilku siądzie, to…    Czytaj dalej