Chiny oczami Anglika – czyli nasze przygody w Szanghaju

W Szanghaju dopada nas małe zmęczenie Chinami. Dobrze więc, że tym razem naszym hostem jest John. John jest rodowitym Anglikiem w średnim wieku, prosto spod Londynu. W Chinach mieszka już dziewiąty rok i, a jakże, naucza angielskiego. Mieszka ze swoją dziewczyną (?), Chinką, do której zwraca się tak angielsko – Merry.

DSC_0700

John po tych wszystkich latach patrzy na Chiny z dużym dystansem. Zresztą, na pierwsze nasze pytanie z serii jak długo mieszka w Chinach, odpowiada:

– Way too long!

O Chińczykach też ma niezbyt pochlebne zdanie

– Oni wszyscy są jednakowi. Jak roboty – opowiada trochę znudzony. – Za każdym razem gdy pytam ucznia po co przyjechał do Szanghaju, ten recytuje jak wiersz: „bo to korzystne dla mojej kariery”. Doprawdy tęsknię za widokiem kogoś z tatuażem, irokezem czy chociażby kolorową czupryną.

Pospolite ruszenie na The Bund

DCIM101GOPRO

Promocja na chińskim bazarze

I faktycznie, o ile widziałam może dwie, trzy Chinki o niestandardowym kolorze włosów, tak w tych kilkudziesięciomilionych miastach ludzie starają się raczej nie wyróżniać.

Podróż za jeden uśmiech

DSC_0729

U Johna couchsurfuje też Sebastian. Sebastian jest z Radomia (tak, tego polskiego Radomia!) i w pewnym momencie postanowił rzucić wszystko i wyjechać. Mając w kieszeni tysiąc złotych dojechał autostopem aż do Chin. Przez Rosję i Kazachstan. Odżywiając się głównie ryżem i tym, czym ludzie go poczęstują po drodze. Nie rzadko przemieżając grube kilometry ze swoim trzydziestokilowym plecakiem na plecach.

– Mój kolejny przystanek to Mongolia – mówi nam. I faktycznie, kilka dni później wyrusza.

Smog jak w Szanghaju

DCIM101GOPRO

Szanghaj, jak na chińskie miasto przystało, że bardzo zanieczyszczony. Do tego stopnia, że przechadzając się po The Bund, widokowym deptaku nad rzeką, bardzo słabo widać widoki. To nie umniejsza jednak linii widokowej Szanghaju (aczkolwiek lepsze wrażenie robi w nocy, gdyż wtedy smog nie przeszkadza).

DCIM101GOPRO

Tyle poświęceń dla zrobienia zdjęcia

DSC_0839

Efekt poświęceń

DCIM101GOPRO

Wnętrze jednego z wieżowców – 30 pięter niżej jest restauracja

DSC_0853

Chiński majfriend

DCIM101GOPRO

Walczymy ze smogiem

Chociaż przed wyjazdem czytałam sporo o Chinach, to nie spodziewałam się, że trafi nam się taki majfriend. Majfriend – od „my friend”, jak to co po niektórzy bazarowi sprzedawcy lubią się zwracać do obcokrajowców aby zaoferować super okazyjną ofertę. Tylko dzisiaj.

Spacerując po zatłoczonych ulicach zatrzymuje nas młody Chińczyk. Prosi, abym zrobiła zdjęcie jemu i jego dziewczynie. Robię, a on zagaduje nas – skąd jesteśmy, jak długo, czy nam się podoba?

Sam przedstawia siebie i swoją partnerkę jako studentów anglistyki, którzy do Szanghaju przyjechali na tygodniowe wakacje. Chłopak jest wygadany, dobrze się z nim rozmawia. Nie mija chwila, a zaczyna nam opowiadać o tybetańskich występach, które akurat teraz się odbywają. I to całkiem niedaleko stąd!

Proponuje, abyśmy dołączyli. Do dobrze, skoro niedaleko, to czemu nie? Idziemy z parką, konwersacja ciągle toczy się dynamicznie. Tylko dziewczyna jakaś taka cicha. Może 300 metrów dalej oboje wchodzą do opustoszałego budynku zapraszając nas za sobą. Chłopak opowiada, że te występy to już tutaj, na górze, w fantastycznym teahouse. No tak – standardowy teahouse scum. Wejdziesz, to przy wyjściu spotka cię rachunek opiewający na setki juanów. Dziękujemy i ładnie się żegnamy. „Maybe another time”.

John opowiada nam później, że to bardzo typowe. Kiedyś chodzili w pojedynkę, ale teraz budują autentyczność działając parami.

Chińczycy wolne chwile spędzają w parku - gdzie ćwiczą jogę, łowią ryby w stawie lub grają na instrumentach

Chińczycy wolne chwile spędzają w parku – gdzie ćwiczą jogę, łowią ryby w stawie lub grają na instrumentach

DSC_0693

Hangzou

DSC_0786

Nie samym Shanghajem żyjemy. Hangzou, znane z urokliwego jeziora, jest oddalone jedynie dwie godziny drogi pociągiem. Do tej pory jeździliśmy tylko tymi najszybszymi pociągami, więc przejażdżka pociągiem klasy PKP Przewozy Regionalne jest przeżyciem sama w sobie. Bilety kupujemy tego samego dnia, więc brakuje miejsc siedzących.

DCIM101GOPRO

Miejscówka VIP

Zaopatrujemy się jak prawdziwi Chińczycy. Jest więc foliowa siateczka, a w niej obowiązkowa zupka chińska (w każdym pociągu dostępny jest wrzątek) oraz chińskie smakołyki. Brakuje jedynie termosu z liściami zielonej herbaty.

DSC_0750

Pod jedną pachą zupka chińska a pod drugą schowany pod umywalką Chińczyk

DSC_0751

Zupka gotowa, można ciamkać!

Hangzou jest urokliwe, lecz zamglone. Pełne chińskich turystów, więc standardowo raz po raz wzbudzamy sensację. Kilka razy przyłapujemy niektórych na tym, że robią nam zdjęcia z ukrycia. Tego dnia ponownie zostajemy gwiazdami chińskich portali społecznościowych.

DCIM101GOPRO

DSC_0780

Idealne miejsce na ślubne zdjęcia

DSC_0774

Wydaje się spokojnie? Nie jest. Co dziesięć metrów ktoś rozkłada się z instrumentem muzycznym i głośniczkiem serwując wszystkim swoje muzyczne talenta. Pomiędzy jednym a drugim grajkiem unosi się kakofonia dźwięków.

DSC_0763

DSC_0767

Obeszliśmy calutkie jezioro dookoła, więc czas na obiad. Ja zadowalam się standardową chińszczyzną, ale Mateusz odważnie zamawia kurze nóżki. Ohyda!

DSC_0790

I na koniec

DSC_0742

Taki widok jest dość powszechny

Shanghaj jest naszym ostatnim chińskim przystankiem. Czeka nas jeszcze Hong Kong, ale to chyba zupełnie inny świat. Chiny są piękne, ale strasznie zniszczone przez komunistyczny rząd. Nad miastami wisi smog a Internet i media są cenzurowane. Mimo wszystko widać, że ten kraj powoli otwiera się na obcych. Po angielsku ciężko się dogadać, ba, część Chińczyków myśli, że wszędzie poza Chinami ludzie mówią po angielsku a inne języki nie istnieją. To się jednak zmienia, i co raz więcej młodych umie coś więcej niż tylko wydukać „Hello, How-e are you-e” z charakterystycznym chińskim akcentem. Dwa tygodnie to stanowczo za mało, żeby wyciągać jakiekolwiek wnioski, ale wystarczająco, żeby stwierdzić, że zdecydowanie warto tu przyjechać i zobaczyć ten zupełnie inny świat na własne oczy!

Następny przystanek – Hong Kong. Do usłyszenia!

Pocztówki już do Was lecą ;)

Pocztówki już do Was lecą ;)

PS. Chyba wreszcie >>prawie<< umiem jeść pałeczkami

 

« »