Chiny są głośne

Z drogi, śledzie

– Ladies and gentlemen. Please fasten your seatbelts. We will by landing soon in Xi’An. – Donośny głos kapitana rozszedł się po samolocie wybijając pasażerów z sennego letargu.

Zapinamy grzecznie pasy, jednakże na większości pasażerów komunikat nie robi żadnego wrażenia. Nic dziwnego – w ogromnym, transkontynentalnym Boeingu dominują Chińczycy, którzy o języku angielskim kiedyś słyszeli, ale raczej nigdy się go nie nauczyli. Naliczyliśmy nie więcej jak 10 białasów. Fińskie stewardesy, wyraźnie zmęczone ośmiogodzinnym niańczeniem Chińczyków, chodzą i na migi upominają pasażerów aby zajęli miejsca i pozapinali pasy. Nie jest to proste, gdyż nawet jak już kilku siądzie, to kolejni znowu wstają, bo koniecznie muszą wyjąć coś ze schowka bagażowego.

Wreszcie – lądujemy. Jest 6:45 czasu lokalnego, ale 23:45 czasu Polskiego. Czeka nas walka z tzw. Jet Lagiem. Na lotnisku jest nieźle. Personel lepiej bądź gorzej mówi po angielsku, więc odnajdujemy wyjście i autobusy do centrum.

DSC_0121

Pierwsze co widzimy z autobusu, to ciągnący się od przedmieść las wieżowców. I to nie takich jak mamy w Polsce – dziesięciopiętrowych. Nie, nie. Te tutaj są gigantyczne. Mają po 30 pięter i ciągle widać, że  budowane są kolejne. Niektóre są bardziej nowoczesne i przeszklone, inne przypominają nasze znajome bloki z wielkiej płyty (tyle, że odpowiednio wyższe). Jakąś godzinę później wysiadamy niedaleko naszego hostelu.

GOPR2120_1440171969870_low

Pierwsze wrażenie Chiny są głośne. Wszędzie słychać szum samochodów i wszechobecne dźwięki klaksonów. Używane są one na zasadzie „patrzcie, ja jadę” (co około 60 sekund). Albo „z drogi, bo jadę” (co około 30 sekund). Czasami ewentualnie „Cześć, pozdrawiam cię z mojego samochodu” (może tak raz na 3 minuty). Jeszcze bardziej szaleni są skośnoocy na skuterach. Jeżdżą po drogach, po ścieżkach rowerowych a nawet po chodnikach – w zasadzie jak im wygodniej. Oczywiście klakson w tym wypadku wybrzmiewa mniej więcej co 30 sekund.

DSC_0138

DSC_0224

Skuterem wjedziesz wszędzie – nawet na klatkę schodową

Zielone światło dla pieszych nic nie znaczy dla tych zmotoryzowanych. Nasza pierwsza próba przejścia przez pasy na zielonym świetle kończy się tym, że 10 cm przed naszymi butami przejeżdża szaleńczo rozpędzony autobus. A dalej kilka skuterów omija nas wściekle trąbiąc. Uff… to się nazywa miejska dżungla!

DCIM101GOPRO

Przebicie się przez jezdnię wcale nie jest łatwym zadaniem. Ani bezpiecznym

Mimo, że przed wyjazdem trzy różne mapy pokazywały mi trzy różne lokalizacje na mapie naszego hostelu (moje mapy nie lubią chińskich znaczków), trafiamy tam bez większego problemu. Chińskie miasta są zbudowane bardzo metodycznie. Większość ulic przecina sie pod kątem prostym: wielkie aleje ciągną się wschód-zachód oraz północ-południe.  

DSC_0132

Recepcja hostelu znajduje się na 25 piętrze jednego z tych ogromnych wieżowców. Wita nas Lin – młoda Chinka, która prowadzi ten hostel. Mimo, że jesteśmy wcześnie (dużo wcześniej niż zaczyna się doba hotelowa wg booking.com) to i tak nas kwateruje do wolnego pokoju. Warto tu wspomnieć, że hostel jest bardzo tani. Za dwuosobowy pokój (bez luksusów, ale czysty i nie tak daleko od centrum) płacimy około 50zł za noc. Dorm byłby pewnie jeszcze tańszy.

Od razu padamy jak zabici i odsypiamy nasz Jet Lag. Dopiero koło 15:00 jesteśmy gotowi na konfrontację z chińską rzeczywistością.

DCIM101GOPRO

Chińska kuchnia

Telefony w dłoń, odpalamy Triposo i Maps.Me, czyli niezbędnik podróżnika. Być może o aplikacjach przydatnych w podróży powstanie wkrótce nowy wpis. Oczywiście jak na nowicjuszy przystało, gubimy się a nasze poszukiwania Pagody kończą się klęską (później okazuje się, że miejsce było źle oznaczone na naszych mapach). Zamiast do historycznego centrum błąkamy się gdzieś po mieście. Zaczyna łapać nas pierwszy głód. Czas na pierwszą konfrontację z chińską kuchnią.

Znajdujemy jakąś losową knajpkę (ciężko nie jest, jedzenie serwują tu co krok). Nieśmiało zaglądamy do środka.

– „Hello” – witamy się niepewnie z chińczykiem stojącym przy kasie przy wejściu. Ten patrzy na nas z lekką nieufnością. Oczywiście po angielsku nic nie rozumie, więc nawet nie próbujemy o nic pytać. Analizujemy menu wywieszone nad jego głową. Jak się można było spodziewać: chińskie znaczki i cena. No cóż. Na chybił trafił wybieramy potrawę i pokazujemy palcem. Chińczyk kiwa głową, kasuje nas i wskazuje na stolik. Okej, dobrze jest, może coś dzisiaj zjemy.

Siadamy, nie mija pięć minut a Chinka – kelnerko-kucharka przynosi nam dwa talerze. Dla mnie miska zupy z białym, niezidentyfikowanym glutkiem w środku a dla Mateusza makaron z czymś. Ja do zupy dostaję łyżkę, Mateusz – pałeczki.

Kasia 1:0 Mateusz

DSC_0130

Moja zupa z glutkiem jest ohydna, smakuję trochę rybnie. Samą zupę nawet da się przełknąć, ale glutek mnie przerasta. Mateusz znów walczy ze swoimi porażonymi ostrością kubkami smakowymi. No ale cóż, pierwsze koty za płoty. Wzbudzamy jednak nie lada sensację, zwłaszcza Mateusz i jego niezdarne posługiwanie się pałeczkami.

DSC_0282

Ten posiłek, zjedzony dwa dni później, był o niebo lepszy

Po obiedzie wznawiamy poszukiwania Pagody. Pytamy losowego Chińczyka, ten miota się trochę w odpowiedzi. Trzy ładne koleżanki dopingują go, więc z największym wysiłkiem przypomina sobie trochę podstaw języka ze szkoły i duka

– Go – macha ręką przed siebie – and turn red.

– Right? – dopytuje się Mateusz.

– Red.. right.. red – pląta się Chińczyk.

Dziękujemy ładnie i udajemy się we wskazanym kierunku. Pagodę wreszcie odnajdujemy, ale wejście tylko do 17:00, więc jest już za późno. Orientujemy na mapie i decydujemy po prostu iść w stronę centrum.

G0022116_1440171946202_low

Pagodę udaje nam się odwiedzić dzień później

Tłoczno jak w Chinach

Dochodzimy wreszcie do centrum, do słynnej Drum Tower i Bell Tower. Przechodzimy przez zatłoczoną dzielnicę muzłumańską. Mijają nas trąbiące skutery, co krok sprzedawane jest uliczne jedzenie. Jest tłoczno, gwarnie i kolorowo. Wszechobecne są mrugające neony i ekrany ledowe. Im robi się ciemniej, tym lepiej to wygląda.

DCIM101GOPRO

DSC_0160

Robimy drugie podejście to chińskiego jedzenia. Mateusz kupuje coś, co wygląda jak panierowany, smażony krab a ja glutowatą, ostro przyprawioną sprężynkę (coś jak kręcona frytka, jaka popularna jest na polskim morzem – tyle, że tym razem to nie frytka).

DSC_0162

DSC_0158

Tyle wrażeń na pierwsze raz… ciąg dalszy nastąpi :)

Tymczasem, więcej zdjęć z naszych pierwszych, chińskich dni:

GOPR2121_1440171975247_low
GOPR2107_1440171885674_low

DCIM101GOPRO

DCIM101GOPRO

Siłownie w plenerze są tu naprawdę oblegane

DCIM101GOPRO

DCIM101GOPRO

Nie ma nic lepszego niż wspólna gra w badmintona po pracy w parku

DCIM101GOPRO

DCIM101GOPRO

 

DCIM101GOPRO

Wieża bębna

G0142185_1440254771948_low
DSC_2576

DSC_2567

Wieża dzwona w centrum Xi’An

DSC_0280

DSC_0277

DSC_0266

Pokaz fontann trochę nas zaskoczył

DSC_0253

„Zapozuj ładnie!”. „Nieeee gorąco, chodźmy”, „Pozuj pozuj, nie ma litości!”

DSC_0243

Hazard na ulicach to rzecz prawie święta

DSC_0230

Gdyby ktoś był w nagłej potrzebie automaty czynne 24h na dobę

DSC_0241
DSC_0220

DSC_0192

DSC_0188

DSC_0141

Puszki w Chinach otwierają się tak

DSC_0184
GOPR2141_1440172039000_low

DSC_0297

Chińskie Intercity

G0162205_1440254671949_low

Jedziemy do Luoyang!

« »
  • 2gie zdjęcie w dziale chińska kuchnia masz re gan mian/hot dry noodles/热干面. Danie pochodzi z Wuhanu.
    Bezpieczna opcjia bo prawie zawsze dobre. Z Daniami w Chinach bywa różnie. Ta sama potrawa potrafi się mocno różnic w zależnośći od inwencji kucharza. 2 knapy obok siebie mogą mieć diametralnie inne podejście do tego samego dania;)
    Zapodajcie foto-relacje z Longmen. Od prawie 6lat mieszkam 2godziny od Luoyang i ciągle nie mogę się wybrać, motywacji brak;)
    Nie dajcie sie Chinom!:)
    pzdr

    • Oj, trzeba przyznać, że chińska kuchnia jest dla nas pewnym wyzwaniem, ale jak do tej pory chińskie potrawy uchodziły nam na sucho i obyło się bez nieprzyjemności żołądkowych :) Posta z fotkami z Longmen zaraz wrzucam. Co prawda to jedyne groty jakie odwiedziliśmy, więc nie mam porównania, ale na mnie zrobiły niesamowite wrażenie :)