Genua część 1 – początek przygody.

Zupełnie nieplanowanie czeka mnie kolejna, już trzecia w tym roku wizyta we Włoszech. I to tym razem na aż 11 dni! Oj, to mi się zdecydowanie podoba :). Wszystko zaczęło się od niespodziewanej delegacji Mateusza – został wygnany przez swojego pracodawcę na dwa i pół tygodnia wyjazdu w lipcu i sześć tygodni teraz, w sierpniu i wrześniu. Aby nie było mu smutno samemu na obczyźnie, postanowiłam skorzystać z jego zaproszenia ;). I tak o to spakowałam laptopa, poprosiłam mojego szefa o możliwość zdalnej pracy i wsiadłam w samolot. No, może nie tak od razu, bo jak się okazuje do Genui dojechać z Polski w miarę niskim kosztem wcale nie jest tak łatwo.

[cetsEmbedGmap src=https://maps.google.pl/maps?saddr=gliwice&daddr=51.1621925,17.0273978+to:45.4878162,9.2123228+to:genua&hl=en&ll=47.783635,13.754883&spn=19.945312,46.538086&sll=47.353711,13.776855&sspn=10.048751,23.269043&geocode=Fdxu_wIdFOccASlfsWZsYDARRzER6ssGn6i8mw%3BFVCsDAMdRdEDASkRCHsD1usPRzGGyWW3L3mcBw%3BFcgWtgIdopGMACl7RMW03caGRzHn_y_tJl4OEA%3BFZKTpQIdUIKIACmtmtTcUkHTEjEKYoEY8YRqIw&dirflg=w&mra=ltm&via=1,2&t=m&z=5 width=800 height=300 marginwidth=0 marginheight=0 frameborder=0 scrolling=no]

Loty rezerwowałam z zaledwie tygodniowym wyprzedzeniem, więc nie było specjalnie dużego wyboru. Padło, selekcją najtańszych lotów, na lot Ryanairem z Wrocławia i powrót Wizzairem do Katowic. Wylot z Wrocławia był o barbarzyńskiej porze – 7:25. Aby uniknąć konieczności jechania z Gliwic pociągiem o drugiej w nocy, skorzystałam z gościnności znajomych z Wrocławia. I tak moja podróż zaczęła się już dzień wcześniej.

30 sierpnia, bladym świtem wyszłam z mieszkania znajomych. Miałam lekki stres, gdyż czekała mnie jedna przesiadka autobusowa w drodze na lotnisko. Niefajnie byłoby się spóźnić na samolot! Bez przeszkód udało mi się dotrzeć na lotnisko – był to mój pierwszy raz na wrocławskim lotnisku.

crop_terminal_lotniczy_wroclaw

Lot przebiegł punktualnie i bezproblemowo, już po 9 wysiadłam z samolotu w Bergamo i odebrałam swoją walizkę. Okej, pierwsze kilka punktów podróży już za mną!

Teraz należało dostać się do Mediolanu. Skorzystałam z tzw shuttle bus firmy Terravision – obsługują oni większość europejskich lotnisk i jak dotąd nigdy nie miałam z nimi żadnych problemów. Bergamo jest nieco oddalone od Mediolanu, więc droga trwała troszkę ponad godzinę. Większość tak naprawdę przespałam.

W końcu – jest i Mediolan, światowa stolica mody, szyku i snobizmu. Ale trzeba uczciwie przyznać, że chociaż jestem tu już kolejny raz, mediolański dworzec robi na mnie wrażenie.

tak wygląda na zewnątrz

 a tak w środku

Do pociągu miałam prawie 2 godziny czasu, więc skonsumowałam ze smakiem panino z cappuccino (ah, ta cudowna włoska kawa!) i pospacerowałam po sklepach z ciuchami, które znajdują się również na dworcu. Kupiłam też bilet w automacie biletowym – na szczęście mają one również angielską wersję językową, więc kupno biletów nie jest problemem.

Co prawda pociągów do Genui jest więcej (prawie co godzinę coś odjeżdża), ale w większości są to Intercity. Wybrane przeze mnie Regionale Veloce jest troszkę tańsze, ale też jedzie dłużej i w większych odstępach czasu.

WP_20130830_001

tablica rozkładów – już wiem skąd odjeżdża mój pociąg!

WP_20130830_003

O to i mój pociąg. Jest długi!

Standard włoskich pociągów nie jest powalający, wręcz zbliżony do polskiego PKP, ale z pewnością nie brakuje w nich miejsca. Podstawione pociągi są tak długie, ze na pewno starczy miejsca dla wszystkich.

Podróż miała potrwać nieco ponad dwie godziny. Kryzysową sytuacją  była wizyta konduktora – jak się okazuje, bilety na pociągi regionalne należy skasować przed wejściem do pociągu. Nieskasowany bilet grozi grzywną w wysokości 50 euro (!). Na szczęście konduktor okazał się być wyrozumiały i owe 50 euro zostało w mojej kieszeni.

W końcu – stacja Genova Piazza Principe. Teraz muszę dostać się do hotelu za pomocą genueńskiej komunikacji miejskiej. Mam mniej więcej zanotowane co i jak, ale i tak – łatwo nie jest ;). Na początek – spacer do Piazza Nunziata. I pierwsze wrażenia z Genui. Takiego widoku na początek się nie spodziewałam!

WP_20130830_005

Z Piazza Nunziata na Piazza Dante, następnie przesiadka i kolejnym autobusem już wprost pod hotel. I w końcu, godzina 15:30, dotarłam do celu. Uff, w końcu mogę się wykąpać no i znowu zobaczę Mateusza po ostatniej kilkudniowej rozłące :).

A tak można streścić moją podróż:

WP_20130831_003

Jak widać, do Genui z Polski tanim kosztem nie jest łatwo się dostać. Zresztą, nawet tradycyjne linie nie latają bezpośrednio do Genui z Polski, co najwyżej z przesiadką w Niemczech. Mimo wszystko jednak warto, no i jest okazja żeby zobaczyć kawałek Mediolanu i włoskie koleje. W kolejnych wpisach opiszę genueńskie przygody, tymczasem,

– Ciao!

« »