Grecka przygoda część 1- startujemy!

Ta podróż będzie inna niż zwykle. Ostatnia, jak na razie, podróż z Klaudią z powodu jej rocznego wyjazdu do Azji. Plan jest taki: W czwartek pakujemy się i jedziemy na imprezę pożegnalną Klaudii, która odbywa się u Tomka. Następnego dnia rano jedziemy na lotnisko i lecimy do Chanii. Z Chanii promem do Aten. Z Aten autostopem bądź autobusem do Saloników. W Salonikach się rozdzielamy – Klaudia jedzie do Sofii, skąd łapie samolot do Dubaju a następnie na Tajwan a Tomek i ja lecimy do Budapesztu. I wreszcie z samego Budapesztu wracamy do domu. Brzmi szalenie? No cóż, zobaczymy jak to wyjdzie!

Pierwsze przygody zaczynają jeszcze przed wyjazdem. Z samego rana Tomek dzwoni do mnie z informacją, że Klaudia zaspała na pociąg do Katowic i będzie wieczorem, a nie jak planowała, w południe. No cóż, będzie koło dwudziestej zamiast dwunastej, ale nie jest źle. Zdarzy ze wszystkim. Dużo gorszy jest następny telefon, tym razem od Klaudii; pomyliła pociągi. Wsiadła do pociągu na… Hel i zasnęła. Obudziła się dopiero w Bydgoszczy. Tym razem do pomocy przyszedł jej Blablacar. Kilku miłych dżentelmenów zgodziło się ją podrzucić i tak koło dwunastej w nocy wpadła z hukiem na własną imprezę pożegnalną, gdzie wszyscy już na nią czekali. Oczywiście zupełnie niespakowana. Ani do Grecji, ani tym bardziej na roczny wyjazd do Azji.

Impreza jest wesoła, chociaż z nutką smutku jak to na pożegnalnych imprezach bywa. Trwa do czwartej rano. Wszyscy idą spać a Klaudia wymyka się i jedzie do domu spakować się wreszcie na cały rok wojaży po Azji (tym razem wsiada do prawidłowego autobusu). O ósmej rano wraca spakowana i z naszymi biletami do Grecji.
DCIM100GOPRO

Uff, to może teraz wszystko pójdzie zgodnie z planem;).

Na lotnisko zawozi nas Mateusz. Żegnamy się tam czule; nie zobaczymy się przez następne 3 tygodnie! On też wyjeżdża na swój Dream Trip – jest nim trzy-tygodniowa podróż rowerem z Katowic aż do Saint Tropez.

Samolot odlatuje z małym poślizgiem. O 16 czasu greckiego wysiadamy na naszej upragnionej Krecie. Nie zabawimy tu długo bo już tego samego dnia musimy złapać prom do Aten.

DCIM100GOPRO

Z lotniska udaje mi się złapać stopa. Zagaduję do dwóch Greków żegnających się na lotnisku. Ten, który wyjeżdża mówi po angielsku, wiec tłumaczy swojemu kompanowi, że chcemy się dostać do centrum miasta. Kierowca zgadza się nas wziąć i już po chwili jedziemy wygodnie. Nasz kierowca nie mówi ani słowa po angielsku. Na szczęście język migowy, choć nieścisły, jest mniej więcej uniwersalny na całym świecie, więc po krótszym czasie Grek wysadza nas w samym centrum.

Tutaj znajdujemy supermarket. Ceny są całkiem akceptowalne, nie jest dużo drożej niż w Polsce. Pożywiamy się, zaopatrujemy w wodę i idziemy się przejść. Spacerujemy trochę po centrum. Zahaczamy też o bardzo malowniczy bazarek z pamiątkami. Kupujemy tutaj mały upominek dla naszego jutrzejszego hosta. Wreszcie Łapiemy autobus do portu aby zorientować się jak dostać się do Aten.

IMG_4800

WP_20140711_006

WP_20140711_014

W porcie dowiadujemy się, że prom odjeżdża dopiero o 22:00 co daje nam prawie cztery godziny czekania. Dodatkowo, próby wynegocjowania zniżki na bilet również spełzają na niczym (nie honorują żadnych kart studenckich ani zniżek z racji wieku <26). Płacimy więc pokornie za nasze bilety typu economy.

DCIM100GOPRO

DCIM100GOPRO

WP_20140711_016

krajobrazy Krety obfitują w spaloną słońcem roślinność

DSC_0103

Niestety w pobliżu nie ma żadnej plaży, więc rozkładamy się przy porcie i po prostu chilloutujemy.

IMG_4886

Wybija 21:30, czas zainteresować się naszym statkiem. Prom jest ogromny. Na nasze bilety nie przysługują kajuty. Na początku zwiedzamy prom aż w końcu znajdujemy w miarę wygodny kawałek podłogi, gdzie rozkładamy się i wreszcie idziemy spać. Jutro rano będziemy już w Atenach!

WP_20140711_018

IMG_4813

IMG_4837

DSC_0131

tak wyglądała nasza „kajuta”

« »