Grecka przygoda część 2 – jesteśmy w Atenach!

Podłoga na promie do najwygodniejszych nie zależy (zwłaszcza, że nie mamy śpiworów), ale rano budzimy się w miarę wypoczęci i przede wszystkim podekscytowani dzisiejszym dniem. Około 7:00 prom przybija do portu w Pireusie.

DSC_0137

Pierwszy widok na Pireus z promu

Wytaczamy się na ląd z naszymi ciężkimi plecakami i rozglądamy wokół. Kilka napotkanych osób daje nam wskazówki jak dostać się do stacji metra. Po drodze kupujemy w kiosku szybkie „śniadanie” i kierujemy się do metra. Metrem jedziemy długo, ale po kilkudziesięciu minutach i jednej przesiadce wreszcie dojeżdżamy do stacji Nomismatokopeio, gdzie jesteśmy umówieni z naszym Ateńskim hostem.

Całą podróż zdecydowaliśmy się spędzić jak najbardziej spontanicznie i przygodowo. Dlatego też ponownie korzystamy serwisu couchsurfing.org.

Dochodzi dziewiąta, czekamy przed wejściem na stację. Chwilę później na typowo miejskim skuterku podjeżdża nasz host – Paolo. Wita się z nami, przedstawiamy się sobie. Opisuje nam pokrótce jak dojść do jego mieszkania i sam mówi, że jedzie jeszcze po kawę i nas dogoni. Idziemy więc, a raczej wleczemy się (zmęczenie zaczyna dawać o sobie znać i plecaki zrobiły się co raz cięższe) w kierunku przez niego wskazanym. Faktycznie, po jakiś dziesięciu minutach Paolo dogania nas z tajemniczą siatką w ręce. Rozmawiamy chwilę; nasz Grek nie potrafi zrozumieć dlaczego tak krótko planujemy zostać w Atenach.

DCIM100GOPRO

nasz host na skuterku

W końcu docieramy na miejsce. Paolo ma przytulne małe „mieszkanko” urządzone na parterze domu swoich rodziców w spokojnym osiedlu domków. Rozsiadamy się wygodnie, ogarniamy i doprowadzamy do ładu po całonocnej podróży a nasz host w tym czasie ujawnia przed nami zawartość tajemniczej siatki. Znajdują się w niej cztery przeznakomite, prawdziwe greckie Frappe oraz ciastka z lokalnej piekarni.

DCIM100GOPRO

u naszego hosta

Frappe jest cudowne. Zimne, orzeźwiające i stawiające na nogi. Wreszcie mamy siły aby podziwiać Ateny! Zbieramy się do wyjścia. Klaudia ubiera swoją fluorescencyjnie pomarańczową sukienkę i z miejsca dostaje od Paolo ksywkę „Bubble”. Dlaczego „Bubble”? Gdyż, jak to uzasadnia nasz Grek:  „You look like a bubble gum”. I zaskakuje nas po raz kolejny, wręczając nam klucz do swojego mieszkania „na wypadek jakby go nie było gdy wrócimy”.

Żegnamy się więc z Paolem i idziemy ponownie w stronę stacji metra. Po drodze zatrzymujemy się na przydrożnym bazarku, co by kupić chusty, które osłonią nasze ramiona od upalnego słońca.

DCIM100GOPRO

Kolejnym przystankiem jest supermarket, gdzie kupujemy pięknego, dorodnego arbuza. Bierzemy go ze sobą do metra, ale niestety szybko musimy zaprzestać konsumpcji, gdyż okazuje się że jedzenie jest zakazane w greckiej komunikacji miejskiej.

WP_20140712_008

Kilka przystanków dalej – wysiadamy! Teraz trzeba tylko znaleźć nasz wymarzony Akropol. Jak się okazuje, nie trzeba daleko szukać. Szybkie rozejrzenie się wokół i już widzimy wzgórze górujące ponad miastem a na szczycie starożytne kolumny.

WP_20140712_013

DCIM100GOPRO

Zwiedzanie rozpoczynamy od Agory Rzymskiej, która rozciąga się u stóp wzgórza. Znajdują się tutaj też pozostałości biblioteki Hadriana. Skąd w Atenach zabytki Rzymskie? Cóż, mamy tutaj solidną powtórkę z historii. W roku 338 p.n.e. Ateny utraciły niepodległość na rzecz Macedonii, później władców hellenistycznych, a wreszcie Rzymu.

IMG_4938

WP_20140712_027

żółw również zwiedza rzymską Agorę

Czas kierować się ku naszemu właściwemu celu – Akropolowi. Zaczynamy wspinaczkę na wzgórze. Po drodze mijamy bramki biletowe. Dzięki legitymacji studenckiej udaje się sporo zaoszczędzić, gdyż normalnym bilet kosztuje aż 12 euro, a ulgowy… nic.

IMG_4944

Wspinaczka nie jest trudna, ale z racji upałów dość męcząca. Mijamy też dość duże tłumy – nie da się ukryć, że Akropol to turystyczny hit. Droga bynajmniej nie jest nuda. Im wyżej jesteśmy, tym lepszy widok rozciąga się na całe Ateny. Wreszcie docieramy do teatru Dionizosa.

DSC_0151

teatr Dionizosa

Idziemy dalej, aż na szczyt. I …Panie i Panowie, o to Akropol!

Na Akropol składa się kompleks budynków, wśród których są: Partenon, Erechtejon, Świątynia Ateny Nike,  Propyleje oraz Pinakoteka.

Partenon to, jak mówi nam wikipedia, świątynia zbudowana z inicjatywy wielkiego Peryklesa w latach 447-432 p.n.e., na cześć bogini Ateny (Atena Partenos), patronki miasta. Została zaprojektowana w porządku doryckim. Dzieła rzeźbiarskie zaprojektował Fidiasz, uważany za najwybitniejszego rzeźbiarza starożytnej Grecji. Wewnątrz świątyni stał gigantyczny posąg Ateny ze złota i kości słoniowej, najprawdopodobniej wyrzeźbiony osobiście przez Fidiasza. Co ciekawe, Podczas budowania Partenonu wprowadzono szereg krzywizn, które miały na celu niwelację złudzeń optycznych. Środkowe części zostały podniesione w stosunku do płaszczyzny poziomej o 6,8 (na krótszym boku) i 17,7 cm (na boku dłuższym). Aby uniknąć złudzenia wychylenia kolumn skrajnych na zewnątrz pochylono je do środka o 7 cm, dzięki temu zmniejszono także międzysłupie. Zastosowane krzywizny dają złudzenie idealnego pionu i poziomu wszystkich elementów świątyni.

Erechtejon z kolei to świątynia w porządku jońskim zbudowana na cześć bohatera Erechteusza, poświęcona Posejdonowi i Atenie. Z powstaniem Erechtejonu zwiąna jest legenda. Gdy Ateny jeszcze nie były rozwiniętym miastem, Posejdon i Atena toczyli spór kto będzie opiekunem miasta. Problem mieli rozstrzygnąć mieszkańcy, którzy mieli zadecydować czyj dar był cenniejszy. Posejdon uderzył swoim trójzębem w skałę, z której wytrysnęło słone źródło (obecnie jest tam studnia, postawiona pośrodku Erechtejonu), Atena podarowała oliwkę, którą mieszkańcy uznali za cenniejszy dar niż woda. Tam gdzie stoczył się ten spór, postawiono świątynię, czyli Erechtejon na uczczenie tamtego wydarzenia.

WP_20140712_095

Erechtejon

Kolejną świątynią jest świątynia Ateny Nike (Nike Apteros 450 p.n.e.-421 p.n.e.) – świątynia Ateny Zwycięskiej w porządku jońskim. Ponadto, są tu też budynki o innym przeznaczeniu, mianowicie Propyleje – budowla wejściowa oraz Pinakoteka – zbiór obrazów, dzieł sztuki, magazyn, skarbiec.

IMG_4962DSC_0146

WP_20140712_095
Będąc na szczycie grzechem byłoby nie podziwiać także i widoków. Z góry widać miasto a także starożytne ruiny.

WP_20140712_068

WP_20140712_093

Akropol jest piękny, ale słońce praży niemiłosiernie, więc decydujemy się zakończyć zwiedzanie i zejść na dół. Trafiamy prosto na zatłoczony, ateński deptak upstrzony kawiarenkami i sklepami nastawionymi typowo na turystów.

WP_20140712_106

Kolejnym punktem programu jest park, który zaprowadzi nas prosto do greckiego Parlamentu.

I wreszcie docieramy na plac Syntagma. Obecny budynek Parlamentu przez lata pełnił rolę Pałacu Królewskiego. W 1834 król Grecji, Otton Bawarski przeniósł stolicę z Nafplionu do liczących wtedy około 6 tysięcy mieszkańców Aten, i rozpoczął budowę Pałacu Królewskiego. Budowę ukończono w 1838.

WP_20140712_146

Udaje nam się zdążyć akurat na cogodzinną zmianę warty przy grobie nieznanego żołnierza.

Teraz kierujemy się w stronę bardziej miejskiej części Aten. Powoli dopada nas głód, więc zgodnie z rekomendacją naszego hosta poszukujemy restauracji serwującej narodowo greckie danie – Gyrosa. Kosztujemy także sałatki, a jakże, greckiej! Jest pyszna.


Pełni nowych sił ruszamy dalej. Idziemy typowo zakupową ulicą aż do ateńskiego pchlego targu.

WP_20140712_185

WP_20140712_196

WP_20140712_198

na pchlim targu jest dosłownie wszystko

Godzina robi się co raz późniejsza, więc decydujemy, że najwyższy czas wrócić do naszego hosta. Wieczór polsko-grecki jest bardzo przyjemny. Na dobry początek Paolo demonstruje nam tradycyjną, grecką muzykę i próbuje nauczyć do niej tańczyć.

Później pijemy drinki jego domowej roboty, które dodatkowo efektownie podpala.

Noc jest upalna, więc udajemy się na krótki spacer zahaczając przy okazji o pobliską restaurację z Gyrosem. Ta dzielnica jest typowo mieszkalna a więc brak tu turystów. W knajpkach przesiadują sami rodowici Grecy i wcinają gyrosy popijając je swoimi trunkami.  Przy drodze rosną drzewa pomarańczowe.

DSC_0158

Zrywam kilka pomarańczy, ale niestety po powrocie do Paolo okazuje się, że wcale nie są to pomarańcze. Jest to połączenie mandarynki i cytryny, a więc owoc dość kwaśny, aby nie był sprzedawany w sklepach. Paolo nawet podał mi jego nazwę, ale niestety była po grecku, a greckie nazwy trudno zapamiętać!

Wieczór jest przesympatyczny. Właśnie za to uwielbiam couchsurfing. W żadnym hotelu czy hostelu nie mielibyśmy tylu przygód.

Następnego dnia Paolo wita nas własnej roboty Frappe. Jest doskonałe. Prawie tak fantastyczne jak to z kawiarni dzień wcześniej.

WP_20140713_002

Udaje nam się ubłagać go, aby zabrał nas na plażę. Początkowo odmawia, uzasadniając, że do plaży jest strasznie daleko, ale w końcu ulega. Wybieramy się na autobus. Tutaj warto wspomnieć, że komunikacja miejska w Grecji w ogóle nie przypomina komunikacji w Polsce. Owszem, metro jest super, ale nie można tego powiedzieć o autobusach. Rozkłady jazdy praktycznie nie istnieją a autobusy jeżdżą na zasadzie „jak przyjedzie do przyjedzie”. Ponadto, jeżeli osoba na przystanku nie zasygnalizuje kierowcy machaniem ręki, że chce wsiąść, to autobus w ogóle nie zatrzyma się na przystanku. Jednym słowem istne szaleństwo.

WP_20140713_006

Po długim oczekiwaniu i jednym przegapionym autobusie (Paolo zagadał się z nami i nie pomachał kierowcy aby się zatrzymał) wreszcie udało nam się wsiąść do jakiegoś. Jazda była bardzo długa a autobus bardzo nagrzany i zatłoczony, ale wreszcie dotarliśmy do wybrzeża.

WP_20140713_011IMG_5248

Plaża również jest zatłoczona, ale za to woda jest niesamowicie ciepła i czysta. O to nam chodziło! Na plaży poznajemy kolejnego Greka – kolegę Paolo. Jest świetnie!

WP_20140713_012

DCIM100GOPRO

IMG_5285

IMG_5342

Po kilku godzinach wystarcza nam plażowania, a i przede wszystkim mamy dość zabójczego słońca. Wracamy więc. Na szczęście tym razem autobus przyjeżdża w miarę szybko i jest nieco mniej zatłoczony.

Przed powrotem do domu idziemy jeszcze na obiad (na gyrosa, a jakże!). Następnie wracamy i pakujemy się. Dochodzi już szósta a my musimy dostać się jeszcze dziś do Saloników, które oddalone są od Aten o aż 500 kilometrów. Klaudia chce łapać stopa, Paolo mówi jej, że jest „crazy”. Ale pokazuje nam jak najlepiej wydostać się na autostradę i gdzie jest najbliższa stacja bezynowa. Żegnamy się z naszym hostem długo i z pewnym smutkiem – w końcu pobyt w Atenach był naprawdę fantastyczny. Ale czas wyruszać na kolejną przygodę!

IMG_5358

ostatni gyros w Atenach

« »