Hong Kong – miasto schodów

Hong Kong to miasto schodów. Dosłownie. I to nie bylejakich schodów a niekończońcych się ruchomych schodów.

DCIM101GOPRO

Do Hong Kongu przylatujemy około południa. Załatwiamy formalności w immigration (nie trzeba wizy), odbieramy bagaże, odnajdujemy się i wreszcie łapiemy autobus do miasta. Nasz autobus to double-decker (od razu widać wpływy brytyjskie!), my siadamy na samej górze z przodu i podziwiamy widoki.

Tym razem naszą host będzie Cindy. Cindy mieszka praktycznie na samym szczycie Hong Kong Island. Aby się do niej dostać musimy odnaleźć schody – The Mid-level Elevator. Chwilę się błąkamy, ale Cindy przesłała mi dość dokładne wskazówki dojazdu, więc szybko odnajdujemy schody. Schody ciągną się bez końca. Wjeżdżamy i wjeżdżamy  do góry i ciągle czekają na nas kolejne schody.

DSC_0909

DSC_0914

Dopiero po jakiś dwudziestu minutach schody się kończą. Wyżej od nas jest już tylko kilka luksusowych rezydencji i Victoria Peak.

DSC_0862

Pucybuci istnieją!

Wyjeżdżamy na dwudzieste szóste piętro. Pukamy do drzwi a męski głos odpowiada nam:

– just a second, just a second!

Patrzymy po sobie nieco zaskoczeni, Cindy miała być kobietą. Drzwi się otwierają i wita nas owinięty w ręcznik… Kay.

– I’m a couchsurfer too – wyjaśnia szybko – come in, come in! – Po czym chowa się za drzwi łazienki.

Dopiero, gdy kończy prysznic rozmawiamy. Kay jest Węgrem i podróżuje po Azji już drugi rok. Jest jednym z tych ludzi, którzy po prostu nie wiedzą, gdzie znajdą się jutro, pojutrze, za tydzień… Jest jednocześnie zupełnie innym typem niż spotkany wcześniej przez nas Sebastian. Spotyka się z innymi couchsurferami, mocno udziela się w społeczności i na pewnie nie przepuściłby żadnej ciekawej imprezy.

Kay wychodzi na couchsurferską imprezę a chwilę potem do domu wraca Cindy.

– Welcome to the world of free Internet! – Wita nas.

Chociaż Hong Kong jest formalnie miastem chińskim, to zachowuje sporą autonomiczność. Facebook i Google wreszcie działają bez kombinowania z VPN.

Cindy, z pochodzenia Chinka, całe życie spędziła w USA do Chin wpadając jedynie w odwiedziny do babci i dziadka. W Hong Kongu mieszka dopiero dziesięć miesięcy . I jak mówi – kocha to miejsce.

DSC_0871

Śniadanie według Hong Kongu

Jak się okazuje, Kay nie jest jedynym couchsurferem oprócz nas. Dołączają jeszcze dwie czeszki, dla których Hong Kong jest pierwszym przystankiem ich pięciotygodniowej podróży po Azji.

IMG-20150907-WA0002

Taką wesołą gromadkę Cindy zabiera na dość niezwykłe śniadanie. Kilka schodów w dół i trafiamy do ekstremalnie zatłoczonej knajpki. Zatłoczonej głównie przez Azjatów. Co jest ciekawe, bo Hong Kong Island zdominowana jest przez tzw. ludność napływową, czyli białasów.

DSC_0881

DSC_0880

Hong Kong Island, Kowloon i Victoria Peak

W Hong Kongu mamy tylko jeden dzień, więc nasze zwiedzanie jest raczej powierzchowne. Błąkamy się trochę po wyspie, promem jedziemy do Kowloon i dzień kończymy wejściem na Victoria Peak.

DCIM101GOPRO

Spacerując po Hong Kongu nie sposób odnieść wrażenie, że jest to miasto zupełnie nie mające nic wspólnego z Chinami. Napisy wszędzie są po chińsku (kantońsku, nie mandaryńsku jak w tzw. Mainland China) i po angielsku. Ludzie są etnicznie mocno wymieszani; jako białasy nie wzbudzamy tutaj żadnej sensacji. I chociaż może to mocno subiektywne odczucie, to wydaje nam się, że wszyscy są jakoś bardziej uśmiechnięci i radośni niż w Chinach. Jednocześnie widać jednak przepaść pomiędzy statusem społecznym

IMG_20150905_191216

Park Kowloon

Park Kowloon

DSC_0938

Tyle Hong Kongu! Następnego dnia z samego rana pakujemy się do samolotu i ruszamy na Borneo, przywitać się z Malezyjczykami

« »