Izrael część 2 – Morze Martwe, Pustynia Negew i Tel Awiw.

Następnego dnia wypożyczamy samochód. Korzystamy z usług Herz (już przed wylotem Mateusz wykonał rezerwację). Warto wspomnieć, że wszelkie firmy tego typu wymagają kart kredytowych i nie akceptują debetowych (Mateusz przed wyjazdem na szybko załatwiał kredytówkę). Normalnie pewnie pojechalibyśmy stopem, ale uznaliśmy, że skoro jest nas czwórka to samochód da nam większą elastyczność a i koszta ładnie się podzielą.

IMG_6589

20150605_125349

Droga przez pustynię

Wjeżdżamy w depresję

Wjeżdżamy w depresję

Z Jerozolimy wyjeżdżamy dość późno, bo dopiero około 13:00. Po drodze szukamy jeszcze sklepu wiedząc, że jutro jest Szabas i już nic do jedzenia nie kupimy (albo będzie to dość trudne). Znajdujemy jedynie malutki sklepik w obskurnej, arabskiej dzielnicy mieszkalnej. W Izraelu od razu widać, czy dana dzielnica jest zamieszkana przez Żydów czy przez Arabów. Żydowskie dzielnice są schludne, zadbane i urządzone na kształt tych z Europy Zachodniej i USA. Arabskie są obskurne, brzydkie i brudne.

Morze Martwe

Zrobiwszy zakupy ruszamy w trasę. Po drodze zatrzymujemy się przy jednym z wielu punktów widokowych nad morzem martwym.

20150605_133423

DSC_1431

Mijamy też wzgórze Masada – niestety czas nas goni i oglądamy je tylko z samochodu. Jest to starożytna twierdza żydowska, z którą wiąże się ważna dla Izraelczyków historia. W roku 77 n.e. w czasie wojny żydowskiej Masada była jednym z trzech ostatnich punktów oporu przeciw Rzymianom. W oblężeniu brało udział 5 tys. żołnierzy rzymskich oraz 9 tys. niewolników i jeńców, wykorzystywanych głównie do prac ziemnych. Dzięki nim usypano skarpę, po której rozpoczęto szturm fortecy przy pomocy wieży oblężniczej. Kiedy dostrzeżono bezcelowość dalszej obrony przystano na propozycję zbiorowego samobójstwa, wysuniętą przez ben Jaira. Każdy mężczyzna zabił żonę i dzieci, następnie wylosowano dziesięciu zelotów, którzy zabili pozostałych mężczyzn, z tych wybrano jednego, który zabił pozostałych i wreszcie popełnił samobójstwo. Pozostawiono nietknięte zapasy żywności, aby Rzymianie wiedzieli, że nie wzięli twierdzy głodem.

Masada jest symbolem heroicznego oporu, aż do końca. Zwłaszcza dla Izraelczyków jest symbolem heroicznej walki. Na jej ruinach żołnierze składają przysięgę wojskową.

DSC_1441

 

Wreszcie mijamy Ein Gedi, oazę, i docieramy do małej, turystycznej miejscowości z piękną plażą i licznymi hotelami. Czas na przerwę. Wszyscy niecierpliwie przebieramy się w stroje kąpielowe i rzucamy do tego najbardziej słonego morza na świecie. Jedynie Szymon był tu już kiedyś, dla reszty jest to pierwszy raz.

Uczucie jest absolutnie fantastyczne. Woda wypiera nasze ciała jak niewidzialny dmuchany materac.

IMG_6700

Robi się ciemno, wiec z Klaudią kupujemy sobie błoto znad morza martwego „na wynos” i kontynuujemy podróż aż do Mitzpe Ramon – małego miasteczka leżącego u stóp pustyni Negew.

Tutaj czeka na nas nocleg zarezerwowany poprzez AirBnb. Przyznam, że po raz pierwszy korzystałam z tego sposobu na noclegi. Jednakże couchsurfingu nie udało mi się znaleźć a hostele odmówiły przyjęcia nas ze względu na Szabas. Wraz ze zniżkami za pierwszą rezerwację nocleg ten wcale nie wyszedł nam drogo (taniej niż hostel).

Wreszcie możemy zmyć z siebie sól i napić się kupionego wcześniej izraelskiego wina grając w Uno, które zawsze biorę ze sobą.

IMG_6795

Wyprawa na pustynię

Tego dnia czeka nas najbardziej wyczekiwana przez Szymona atrakcja – spacer na pustynię Negew. Ja sama mam pewne wątpliwości i trochę obawiam się ekstremalnego słońca nad naszymi głowami oraz perspektywy braku czegokolwiek w promieniu kilkunastu kilometrów, ale marudząc troszkę dostosowuję się do głosu większości.

Wyprawę zaczynamy od wizyty w Visitors Center położonego u stóp kratera Ramon. Ku naszej uldze mimo Szabasu jest otwarte. Miła Pani daje nam mapkę oraz objaśnia możliwe trasy. Proponuje nam trasę pięciogodzinną, bardzo nastawioną na widoki. Upewnia się czy mamy dobre obuwie (nie mamy) i 4 litry wody na osobę (nie mamy).

DSC_1517

Mamy za to plecaki, w każdym po 3 litry wody i kanapki z humusem (a jakże!). Są ciężkie jak diabli, ale na pustyni nie ma delikatesów serwujących pyszną wodę z lodówki.

Pierwszy odcinek, zgodnie z radą przewodniczki, pokonujemy samochodem. Szczęśliwie, nasza malutka Skoda ledwo, bo ledwo, ale daje sobie radę z pustynną drogą.  Wreszcie zostawiamy samochód i teraz jesteśmy już zdani tylko na własne nogi.

DSC_1527

DSC_1518

20150606_140431

Pierwszy kryzys przychodzi dość szybko, kiedy plecaki są ciężkie, słońce praży bezlitośnie a wokół tylko skały – i ani trochę cienia. W czasie pierwszego postoju chowam się w cieniu Mateusza – całe szczęście, że jest taki wysoki!

IMG_6887

Pokonujemy kolejne podejścia, kolejne skały. Widoki są zapierające dech w piersiach. Warte tej tułaczki, tego wysiłku.

IMG_4222

IMG_7013

20150606_145235

Nasz posiłek

Nasz posiłek

IMG_7049

DSC_2287

IMG_7093

Woda gigant czy mini drzewko?

DSC_1544

Podziurawiona tablica

Podziurawiona tablica

Niebo zaczyna już się ściemniać a my wreszcie dochodzimy do samochodu. Zmęczeni niebotycznie, ale wszyscy bardzo zadowoleni z wyprawy (nawet najbardziej marudząca wcześniej ja jestem zachwycona wycieczką).

Czeka nas jeszcze długa droga z powrotem do Jerozolimy. Mateusz dzielnie prowadzi, a ja wpadam w objęcia Morfeusza na tylnym siedzeniu. Gości nas ponownie Rinat, z którą spędzamy wieczór.

Taaacy padnięci

Taaacy padnięci

Tel Awiw

Rano oddajemy samochód. Może „rano” to pewne nadużycie, gdyż wyczerpani po wyprawie poprzedniego dnia śpimy dość długo. I chociaż serce ciągnie, aby pozwiedzać jeszcze Jerozolimę (tyle tu miejsc, których nie zdążyliśmy zobaczyć!), to zgodnie z planem wsiadamy w autobus, który zabiera nas do Tel Awiwu.

Koszerny McDonalds na dworcu

Koszerny McDonalds na dworcu

Tel Awiw to drugie pod względem wielkości miasto, jedno z największych centrów technologicznych i najbogatsze miasto IzraelaChoć stolicą proklamowaną przez Izrael jest Jerozolima, to ONZ nie uznaje tego faktu, dlatego większość ambasad mieści się w Tel Awiwie. 

DSC_1557

DSC_1559

Jesteśmy dość słabo zorganizowani. Zostawiamy plecaki na dworcu kolejowym, kupujemy bilety na lotnisko i szukamy na mapie gdzie jest to Muzeum Diaspory Żydowskiej, które Szymon bardzo chce zobaczyć. Okazuje się, że Muzeum jest przy uniwersytecie, który to znajduje się prawie pod lotniskiem. Dojeżdżamy tam autobusem (9 szekli za osobę (!)).

Wstęp do Muzeum kosztuje 40 szekli. Trochę nas to szokuje i zaczynamy myśleć – co teraz? Negocjujemy zniżki studenckie, zniżki grupowe… gdy nagle kasjer odzywa się do nas łamanym angielskim: „I’m Ukrainian, You help us, I help you” i wręcza nam cztery bilety zupełnie za darmo.

Muzeum jest rozległe i pokrywa całą historię narodu żydowskiego począwszy od czasów starożytnych aż po historię najnowszą i utworzenie państwa izraelskiego. Zamykają je o 16:00, więc wychodzimy i szukamy dogodnego połączenia autobusowego, aby jeszcze przez chwilę chociaż skorzystać z uroków tak wychwalanych plaż Tel Awiwu.

DSC_1564

DSC_1565

DSC_1574

I faktycznie, piasek jest drobny i biały a morze śródziemne czyste i ciepłe (ale nie tak ciepłe jak morze Martwe). Klaudia i ja robimy nie lada furorę na plaży, kiedy wyciągamy nasze błoto „na wynos” z morza Martwego i smarujemy się nim popijając izraelskie wino.

DSC_1582

IMG_7411

IMG_7450

Wykąpani w morzu, opłukani z błota

Zabawa jest przednia, ale zegar tyka a my musimy jeszcze dostać się na lotnisko.

Przygody na lotnisku

Znowu spóźnieni. Zamiast sugerowanych trzech godzin przed odlotem jesteśmy zaledwie półtora. Jako cudzoziemców odsyłają nas do kontroli, gdzie miły pan przegląda nasze paszporty i zadaje mnóstwo pytań. Największe jego zainteresowanie wzbudza Klaudia, której pieczątka z Malezji i liczne z Turcji budzą podejrzenia celnika. Musi odpowiadać dlaczego i po co tam była, kogo stamtąd zna, kiedy ostatni raz miała kontakt z tamtejszą ludnością. Wreszcie puszczają nas dalej i kierują do kontroli osobistej „specjalnej troski”. Musimy opróżnić swoje plecaki i zaprezentować, że w naszych kosmetyczkach naprawdę nie ma bomby. Czas się kurczy i zaczynam powoli panikować, że nie zdążymy na samolot.

Kiedy już udowodniliśmy, że naprawdę nie jesteśmy terrorystami wita nas kolejna kolejna – tym razem „prawdziwa” kontrola paszportowa. Szczęśliwie nasze paszporty są biometryczne, więc szybko przechodzimy kontrolę wspomaganą czytnikiem biometrycznym. I już biegiem do samolotu. Na szybko łapiemy kilka fantów ze strefy bezcłowej za nasze ostatnie Szekle i chwilę później rozsiadamy się w różowym samolocie Wizzaira. Z pewnym smutkiem możemy powiedzieć – żegnaj Izraelu!

IMG_6394

« »