Majówkowa Praga autostopem

Ten wpis będzie miał troszkę inną formę niż dotychczasowe relacje z podróży. Postaram się raczej przekazać ogólne przemyślenia, wrażenia i pokazać zdjęcia niż opisać szczegółowo naszą wycieczkę. Wynika to z tego, że była ona bardzo spontaniczna i chaotyczna. A dlaczego? Zapraszam do czytania :).

Wpis ten podzieliłam na kilka sekcji: troszkę o tym dlaczego Praga, troszkę o przygodach z dojazdem i finalnie dużo zdjęć z samej Pragi.

Wstęp

Chociaż majówka w tym roku była bardzo krótka, to i tak postanowiłam wykorzystać ją najbardziej intensywnie jak się da. Wraz z Mateuszem, Mają i Szymonem już kilka tygodni wcześniej dogadaliśmy, że jedziemy. Jednakże… na tym stanęło. Każde z nas było okropnie zapracowane w kwietniu, więc organizacją wypadu zajęliśmy się zupełnie na ostatnią chwilę.

Stanęło na Pradze. Bo blisko i bo żadne z nas tak naprawdę tam jeszcze nie było. Przez to załatwianie wszystkiego na hurra nie udało nam się niestety znaleźć couchsurfingu i musieliśmy się zadowolić hostelem. Niewątpliwym plusem takiego rozwiązania było to, że podróżując w cztery osoby nie musieliśmy się rozdzielać. Minusem – bardzo duży deficyt w kwestii obcowania z tubylcami. Na szczęście Szymon mieszkający obecnie w Ostrawie troszkę zapełniał tę lukę opowiadając nam co nie co o czeskich zwyczajach.

Autostopowe przygody

DSC_0698

Wraz z Mają postanawiamy zapewnić sobie trochę wrażeń i w przeciwieństwie do Mateusza i Szymona, którzy decydują się na podróż pociągiem, wybieramy autostop. I tak też pierwszego maja, punktualnie o siódmej rano stajemy na wylotówce z Tychów uzbrojone w karton i czarny marker.

Nie mija 20 minut i z drogi zgarnia nas dwóch przemiłych kolegów w około naszym wieku, którzy obiecują podrzucić nas do Bielska. Jesteśmy tak zaaferowane naszą pierwszą podwózką, że w emocjach gubimy jeden z naszych kartonów.

Koledzy na majówkę wybierają się w okolice Żywca co by odpocząć nieco od miejskiego gwaru i pochodzić po górach. Na rozmowie czas upływa nam tak szybko, że ani się nie obejrzałyśmy a już minęliśmy zjazd na Bielsko. Żegnamy się więc, wysiadamy i niestrudzenie zaczynamy poboczem przedostawać się na drogę na Cieszyn.

DSC_0699

Musimy obejść calutki ślimak dookoła (który to jest zaskakująco długi, kiedy pokonuje się go piechotą a nie samochodem). Tu jednak szczęście nam dopisuje. Nawet nie zdążyłyśmy obrać miejsca aby pomachać naszym kartonem-kierunkowskazem a już zatrzymuje się przed nami TIR i zachęcająco mruga do nas światłami. Wspinamy się do kabiny a tam kierowcą okazuje się być… kobieta. Dobiegająca 40stki, krótko obcięta i wytatuowana a jednocześnie matka dwójki dzieci – po prostu cool!

Bardzo szybko łapiemy z nią wspólny język. Z łezką w oku opowiada nam jak to za swoich młodych lat jeździła autostopem, jaką pasją są dla niej samochody i jak bardzo lubi swoją pracę. Ani się obejrzałyśmy a już trzeba się rozstać – na czeskiej granicy w Cieszynie.

I tutaj zabawiamy może z 20 minut. Tym razem bierze nas ze sobą młode małżeństwo zmierzające na przedłużoną majówkę do Wiednia. Podwożą nas oni aż do Brna – do stacji benzynowej przy rozjeździe. I tutaj zaczyna się zabawa.

Ledwo wysiadłyśmy podjechał samochód, który również wyrzuca dwójkę autostopowiczów. Chociaż miny mają kwaśne, rozmawiamy z nimi chwilę. Okazuje się, że samochód z którego wysiedli jest nieoznakowanym samochodem policji, która zgarnęła ich z autostrady i wlepiła dość wysokie mandaty. Koledzy w planach mieli jechać do Budapesztu, jednakże ich entuzjazm mocno opadł i stwierdzają, że jednak przygód im dość i wracają do domu. My odpoczywamy chwilę, posilamy się i zaczynamy poszukiwanie stopa w kierunku Pragi. Niestety bezskutecznie…

Jakieś pół godziny później na stację podjeżdżają kolejne dwie autostopowiczki. Również Polki, ich celem są Włochy. Stężenie autostopowiczów na tej jednej małej stacji zaczyna robić się wysokie. I choć jest wesoło, to żadne z nas nie umie się wydostać a czescy kierowcy odmawiają nam podwózki w jakąkolwiek ze stron. Po półtorej godziny, kiedy sytuacja robi się coraz bardziej beznadziejna, na tę samą stację podjeżdża kolejnych dwóch autostopowiczów – oczywiście Polaków.

DSC_0706

Nieoficjalny autostopowy zlot na pewnej stacji benzynowej w Brnie

Wreszcie lituje się nad nami polski kierowca. Zgarnia Maję i mnie oraz dwie pozostałe dziewczyny. Je podrzuca na stację przy drodze na Wiedeń, nas zabiera już w stronę Pragi. Ja jestem już bardzo zmęczona, więc troszkę przysypiam z tyłu ale Maja całą drogę prowadzi z nim żywiołową rozmowę. Okazuje się, że nasz kierowca za młodszych lat zwiedził prawie całą Europę Wschodnią i ma masę ciekawych historii do opowiedzenia. Rozstajemy się około 90km od Pragi na małej, lecz tłocznej stacji benzynowej.

Tutaj szczęście znowu się do nas uśmiecha. Wyjeżdżamy z niej szybciej niż nasz poprzedni kierowca, który poszedł jeszcze zatankować. Tym razem trafiłyśmy na sympatycznego Czecha, który opowiada nam, że na co dzień mieszka niedaleko Cieszyna, jednakże teraz zmierza do swojego brata i razem wybierają się na mecz. Jaki mecz? Otóż dokładnie w ten weekend w Pradze odbywają się mistrzostwa w hokeju na lodzie i akurat dzisiaj grają i Czesi.

Nasz Czech opowiadając nam o swojej rodzinie i pracy zawozi nas do samej Pragi. Zatrzymujemy się pod domem jego brata. Tutaj czekamy na niego 5 minut a następnie wspólnie udajemy się w stronę centrum. Brat jest od niego starszy, trochę po czterdziestce, informatyk. Żartujemy wspólnie trochę, opowiadamy mu dlaczego akurat Praga. Po około pół godzinnym spacerze docieramy pod O2 arenę, gdzie kłębią się żądni wrażeń kibice. Nasi Czesi pokazują nam gdzie jest stacja metra, pokazują gdzie kupić bilety a także gdzie dokładnie musimy wysiąść aby dostać się do naszego hostelu.

DSC_0713

Pół godziny później jesteśmy wreszcie w hostelu. Prago – witaj!

DSC_0725

Praga

Mateusz i Szymon do Pragi docierają później niż my. Oni jechali pociągiem, więc to my opowiadamy im o naszych przygodach. Relaksujemy się trochę i wychodzimy na miasto. W końcu grzechem byłoby nie spróbować czeskiego piwa.

DSC_0977

Następnego dnia wstajemy ani wcześnie, ani późno. Szybkie śniadanie i rozpoczynamy zwiedzanie. Jest majówka i są mistrzostwa świata w hokeju. Ludzi wszędzie jest mnóstwo. Most Karola prawie ugina się pod ciężarem masy turystów.

DSC_0844

Szturm turystów na Pragę

DSC_0843

Nasze zwiedzanie jest mocno chaotyczne. Korzystamy z aplikacji na telefon, która oprowadza nas po mieście i z lokalnych mapek. Dzięki nim poznajemy miasto, jego historię i jego zabytki. Pogoda, chociaż dość chłodna, raczej dopisuje. Jest pogodnie i ładnie. Tylko wszędzie, ale to wszędzie mnóstwo ludzi.

DSC_0767

Uliczny grajek grający na… kieliszkach

DSC_0790

DSC_0798

DSC_0805

DSC_0810

Katedra św. Wita

DSC_0812

Zabudowania zamkowe

DSC_0816

Tłumy na zamku

Tłumy na zamku

Penis na szczęście

Penis na szczęście

W czasie naszego spaceru spotkaliśmy maraton

Widok z wzgórza zamkowego

DSC_0836

DSC_0841

DSC_0854

DSC_0855

DSC_0861

DSC_0862

DSC_0864

DSC_0869

DSC_0872

DSC_0900

DSC_0904

DSC_0906

DSC_0905

DSC_0911

DSC_0912

DSC_0921

DSC_0923

Praski przysmak

DSC_0931

DSC_0948

Synagoga

DSC_0950

DSC_1027

W czasie naszego spaceru spotkaliśmy maraton

DSC_0958

Słynny praski zegar astronomiczny

DSC_0965

praski rynek zatłoczony, a jakże, turystami

W miejscu metronomu stał niegdyś pomnik Stalina

W miejscu metronomu stał niegdyś pomnik Stalina

DSC_1019

DSC_1023

DSC_0785

Praga jest kolejną, śliczną europejską stolicą. Nie zaskoczyła mnie specjalnie niczym nowym, ale bardzo przyjemnie się po niej spacerowało. Na pewno ma bogatą historię i wiele wspaniałych zabytków, które nie zostały zrównane z ziemią w czasie wojny. Uciążliwe było jedynie to przedzieranie się przez tłumy turystów, ale z tym trzeba się liczyć kiedy wybiera się wysoko turystyczne miejsca w dniach takich jak majówka.

A już wkrótce… 4 dni w Izraelu! Stayed tuned ;)

 

« »