Portugalia część 1 – Porto w Porto

Jako, że w czasie wakacji nie mieliśmy okazji nigdzie razem wyjechać, postanowiliśmy z Mateuszem umilić sobie deszczowy polski październik wypadem do Portugalii.

Loty rezerwowałam z półtora miesięcznym wyprzedzeniem. Jako, że bezpośrednio z Polski do Portugalii latają jedynie tradycyjni przewoźnicy, tym razem stanęło na tzw. locie kombinowanym. Zarezerwowałam bilety z Katowic do Dortmundu (Wizzair), z Dortmundu do Porto (Ryanair) a następnie z Lizbony do Mediolanu (Ryanair) i z Mediolanu do Katowic (Wizzair). Sumarycznie wcale nie wyszło drogo, ale musiałam trochę się naszukać aby zsynchronizować te loty.

Czwartek, godzina 00:00. Pakujemy się jak zawsze na ostatnią chwilę. Spać idziemy koło 1:30 a już o 3:40 pobudka. Lot jest o barbarzyńsko wczesnej porze. 5:00 – jesteśmy w Pyrzowicach, 6:10 – wylatujemy. Czas pożegnać szpetny, październikowy deszcz. Przygody, czas start!

Lot do Dortmundu jest krótki. Już po półtora godzinie jesteśmy na miejscu. Włóczymy się chwilę po lotnisku, odkrywamy takie ciekawostki jak automat z gadżetami FC Borussia Dortmund.

2014-10-23-08h23m47

Następnie zaraz po ponownej kontroli osobistej znajdujemy wygodną kanapę z widokiem na pojazd startowy i zapadamy w sen. Lot do Porto jest dopiero o 14:00

Lot jest trochę opóźniony, ale już wkrótce wsiadamy na pokład naszego Ryanaira. Tym razem lot jest dłuższy, na szczęście Ryanair ma nieco więcej miejsca na nogi. Wreszcie docieramy do Porto. Lotnisko jest szczególnie duże ale jest bardzo dobrze połączone z miastem. Nie musimy kombinować z shuttle busem bądź autostopem. Kursuje tu „metro”, które zabiera nas prosto do centrum. Dlaczego „metro”? Ponieważ mimo nazwy nie jest to prawdziwe metro. Przez większość trasy jedzie na powierzchni, jedynie kilka stacji jest pod ziemią. Samo wnętrze przypomina warszawską kolej podmiejską.

Z metro wysiadamy wściekle głodni. W sumie od rana nic prawie nie jedliśmy. Idziemy więc na poszukiwanie restauracji. W końcu w centrum miasta musi coś się znaleźć! Po drodze mijamy wiele uroczych budynków.

Portugalskie kafelki są wszędzie

Portugalskie kafelki są wszędzie

Wreszcie znajdujemy ulicę upstrzoną kafejkami – tzw pastelariami, ale restauracji nie widać. Zrezygnowani, siadamy w jednej z nich. Z pewną satysfakcją zauważamy, że w okół dominują rodowici Portugalczycy, niewiele tu turystów. Udaje nam się zamówić coś więcej niż tylko kawę i ciastko – Mateusz bierze „tradycyjne portugalskie danie”, które okazuje się być kawałkiem chleba z różnymi rodzajami mięsa zanużonym w sosie, ja dostaję rybopodobne coś z frytkami i ryżem. No cóż, głód zaspokojony, można ruszać dalej.

Sztuka uliczna

Sztuka uliczna tu na każdym kroku

Temperatura jest bardzo przyjemna, na ulicach jest całkiem sporo ludzi. Oglądając Portugalczyków można odnieść wrażenie, że czas tutaj płynie wolniej. Ludzie nie biegają w pośpiechu, jak na północy Europy, ale powoli sączą kawę w różnych pastelariach. Przy stolikach siedzą zarówno pary, jak i matki z dziećmi, grupy nastolatków a także grupki starszych osób.

2014-10-23-18h33m40

Handlowa ulica Porto

Handlowa ulica Porto

Obserwujemy, że wielu młodych Portugalczyków jest bardzo oryginalnie ubranych. Jedni na modłę wszelakich subkultur, inni po prostu dziwnie. Tak, jakby każdy za wszelką cenę chciał podkreślić swoją indywidualność. Jest to dość urocze i dodaje kolorów miastu. Idziemy dalej. Trafiamy na plac o bardzo specyficznym rozmieszczeniu ławek. Na pewno sprzyja to długim debatom :)

2014-10-23-18h41m28

Dalej, nieco nieświadomie idziemy w stronę mostu Ponte dom Luis I. Po drodze mijamy sklep z gitarami, gdzie odbywa się kameralny gitarowy koncert. Klimat jest nie z tej ziemi. Przystajemy na moment posłuchać.

2014-10-23-18h54m50

Przystajemy na moment na Pont dom Luis I aby podziwiać chwilę miasto pogrążające się w mroku. Następnie wracamy w stronę słynnej Sé Catedral. Tutaj również rozpościera się niesamowity widok. Porto po zmroku zdecydowanie ma klimat. 2014-10-23-19h03m05

2014-10-23-19h03m11

Robi się późno, więc chcemy powoli kierować się do mieszkania naszych hostów. Będą nimi Sonia i Miguel – portugalska para mieszkająca praktycznie w samym centrum. Wpisujemy ich adres w GPSa. Nawigacja prowadzi nas w dół ku wąskim uliczkom, po czym po chwili się gubi. Okazuje się, że znaleźliśmy się w samym środku Slumsów. Otaczają nas wąskie uliczki a z mieszkań dobiegają zapachy obiadu i brzdęk sztućców oraz wesołe okrzyki dzieci.

2014-10-23-19h05m17

Wreszcie udaje nam się wyjść do miasta i znaleźć mieszkanie naszych hostów. Po drodze wstępujemy jeszcze do małego sklepiku i kupujemy to, z czego Porto jest najbardziej znane – wino Porto.

Miguela tego wieczora nie ma w domu, ale Sonia wita nas bardzo ciepło i zaprasza do środka. Poświęcamy chwilę aby ogarnąć się po tej długiej podróży a następnie pokazujemy naszej gospodyni zakupione Porto. Sonia uśmiecha się i mówi, że to jej ulubione. Przynosi kieliszki i wznosimy razem toast. Dowiadujemy się przy okazji, że Portugalczycy toasty wznoszą okrzykiem „chin-chin!„, co znaczy tyle co nasze polskie „na zdrowie”. Wieczór upływa leniwie i przyjemnie. Gramy w trójkę na konsoli w Mario. Może mało to portugalskie, ale bardzo relaksujące po długim dniu. Sonia pokazuje nam także swoje rysunki – okazuje się, że bardzo dobrze rysuje. Na tyle dobrze, że traktuje to jako zajęcie zarobkowe i swoją przyszłość też z tym wiąże.

Następnego dnia budzimy się wyspanie i wypoczęci. Widok z okna zdecydowanie motywuje do ruszania na miasto.

2014-10-25-10h32m32

2014-10-25-10h32m29

Pogoda jest piękna, ale nie jest za ciepło. Sonia mówi nam, że mamy dużo szczęścia. Podobno poprzedni tydzień był bardzo deszczowy i chłodny.

Dzień zaczynamy od Portugalskiego śniadania. W tej kwestii Portugalia nie różni się wiele od innych południowoeuropejskich krajów. Na typowe śniadanie składa się kawa oraz słodkie ciasto, ewentualnie ciasto francuskiej z serem i z szynką. W taki zestaw można zaopatrzyć się w jednej z wielu wszechobecnych pastelarii, które są wręcz oblegane przez Portugalczyków. Na przeciwko mieszkania naszych hostów znajdują się dwie – jedna obok drugiej. Zaopatrujemy się w zestaw na wynos.

2014-10-24-10h57m53

Naszym pierwszym punktem programu jest Torre dos Clerigos – strzelista, wysoka na 75 m granitowa wieża wzniesiona w 1749 r. Chociaż można wejść na szczyt, rezygnujemy z tej przyjemności z powodu tłumów turystów, którzy ją otaczają.

Idziemy dalej, przechodzimy przez bardzo ekskluzywną alejkę pełną sklepów typu Hugo Boss czy Max Mara.2014-10-24-11h33m42

A wszystko to po to, aby za moment znowu wyjść na ulicę z tradycyjnymi, starymi kamieniczkami. 2014-10-24-11h35m21

Teraz odwiedzamy Livraria Lello & Irmão. Jest to… księgarnia. Lecz nie byle jaka. Livraria Lello to jedna z najstarszych księgarni w Portugalii otwarta w 1869 roku. Znajduje się ona w budynku, który zachwyca swoją elewacją pełną inspiracji z kultury Maurów. Również środek jest ciekawy.

 

beautiful-bookstore-world-porto-lello-irmao-1

Wnętrze przypomniało mi księgarnie Esy i Floresy z filmu o Harrym Potterze. Okazuje się, że nie jest to przypadek. W końcu J.K. Rowling wiele czasu spędziła w Porto i podobno ta księgarnia była jedną z jej inspiracji.

Idziemy dalej podziwiając ciekawą architekturę Porto

2014-10-24-11h50m56 2014-10-24-11h51m26

Następnym przystankiem jest Estação de São Bento. Jest to stacja kolejowa, która została oddana do użytku w 1916. Znana jest ze swoich malowideł naściennych przedstawiających historię Portugalii.

2014-10-24-12h03m16

2014-10-24-12h00m14

Malowidła znajdują się na tradycyjnych portugalskich kafelkach

2014-10-24-12h06m01

Kierujemy się dalej, w stronę Igreja de Misericórdia. Po drodze mijamy dość ciekawe obiekty.

2014-10-24-12h18m25

Igreja de Misericórdia

Igreja de Misericórdia

Zresztą oryginalne murale są tutaj na porządku dziennym.

2014-10-24-12h39m34

Jesteśmy na dziedzińcu Palacio da Bolsa. Jest to wytworny pałac z XIX w. Wzniesiono go z marmuru i granitu. Niegdyś było to miejsce obrad Rady Miasta, urzędowali tu sędziowie, a także znajdowała się tu giełda papierów wartościowych. Obecnie można zwiedzać komnaty pałacowe, oraz wystawy ilustracji przedstawiające historię Porto. My oglądamy go tylko z zewnątrz.

2014-10-24-12h39m47

Na dziedzińcu Palacio da Bolsa

Na dziedzińcu Palacio da Bolsa

Wreszcie dochodzimy do dzielnicy Cais da Ribeira. Jest to część Porto ulokowana nad brzegami rzeki, jedna z najbardziej malowniczych części miasta, chętnie fotografowana o każdej porze dnia i zawsze pełna turystów. Mamy tutaj wszystko, czego potrzeba turystom: wąskie, zabytkowe kamienice, nabrzeże z przycumowanymi łodziami oraz wiele tradycyjnych małych restauracji i cukierni. Do tego wrzystkiego, w 1996 Cais de Ribeira zostało wpisane na listę UNESCO.

2014-10-24-12h53m04

Nie zabawiamy tu długo. Przechodzimy wstępując po drodze do sklepu w celu uzupełnienia zapasów wody. Okazuje się, że w sklepie można kupić także oliwki. Ceny są oczywiście odpowiednio wyższe, jak na turystyczną dzielnicę przystało.

2014-10-24-12h57m17

No i dochodzimy do kolejnej wielkiej atrakcji miasta. Pont dom Luis I. Wczoraj widzieliśmy go z góry, dzisiaj jesteśmy na dole.

Przechodzimy na drugą stronę rzeki. Teraz jesteśmy w dzielnicy zdominowanej przez lokalnych producentów Porto oraz przez wszelakie restauracje oferujące degustację Porto. My robimy sobie małą przerwę racząc się prażonymi kasztanami, zakupionymi od ulicznej sprzedawczyni. Przyznam,  że jeszcze nigdy wcześniej nie miałam okazji jeść kasztanów.

2014-10-24-13h47m40

Odchodzimy trochę od tej dzielnicy zdominowanej przez turystów. Zupełnie przypadkowo znajdujemy małą kawiarenkę przy drodze, z której ukazuje się przepiękny widok na Porto. Zostajemy tu na chwilę.

2014-10-24-14h40m04

2014-10-24-14h29m18

Dokąd prowadzą te drzwi?

Przypadkowo spotkana pracownia pełna skarbów

Przypadkowo spotkana pracownia pełna skarbów

Wracamy w dół aby załapać się jedną z fajniejszych atrakcji w Porto – zwiedzanie winiarni. Spośród wielu dostępnych wybieramy Sandemana.

Caves_sandeman_by_alchimista

2014-10-24-15h11m40

Podczas krótkiej wycieczki, która prowadzona jest przez panią ubraną w strój Sandemana dowiadujemy się, że firma została założona przez Szkota, a winiarnie same w sobie znajdują się kilkaset kilometrów od Porto. Jednakże to właśnie tutaj Porto jest leżakowane. Wycieczka kończy się degustacją Porto.

Wspinamy się teraz na wzgórze, aby na drugą stronę rzeki przejść górną częścią mostu Pont dom Luis I. Po drodze zagaduje nas przypadkowo napotkany człowiek. Zafascynowany naszym językiem pyta, skąd jesteśmy. Jak się okazuje, on jest z Brazylii (miał więc prawo nie słyszeć nigdy wcześniej polskiego) i przyleciał do Porto na kilkudniową konferencję. Rozmawiamy z nim chwilę a na górze rozstajemy się. My idziemy na most, on skręca w drugą stronę.

2014-10-24-16h09m11

2014-10-24-16h10m20

Przechodzimy przez most i kierujemy się w stronę Sé Catedral. Teraz możemy zobaczyć ją za dnia. Jest to jedna z najstarszych budowli w mieście, niestety nie udaje nam się wejść do środka. Możemy za to zobaczyć ten sam widok co wczorajszej nocy, ale w świetle dziennym.

2014-10-24-16h41m14

W tle widać Torre dos Clerigos

Jako, że w samym Porto zobaczyliśmy większość najważniejszych rzeczy, za radą Sonii łapiemy autobus numer 500 i jedziemy nad wybrzeże oceanu.

Ostatnie spojrzenie na Pont dom Louis I

Ostatnie spojrzenie na Pont dom Louis I

2014-10-24-17h57m59

2014-10-24-18h00m11

Ocean jest PIĘKNY!

Wygłodniali, szukamy miejsca, w którym moglibyśmy coś zjeść za w miarę rozsądne pieniądze. W tym miejscu może warto wspomnień o portugalskich cenach. Generalnie, zaskakująco, nie jest tu bardzo drogo. Drożej niż w Polsce, ale dużo taniej niż we Włoszech czy Hiszpanii. Średnie zarobki są podobno też niewiele wyższe niż w Polsce. Z tego co zobaczyliśmy – ogólny standard życia jest bardzo porównywalny.

Znowu raczymy się w Pastelarii. Tym razem moje danie jest smaczniejsze niż ostatnio, Mateusz z kolei narzeka na swoje.

Robi się późno, łapiemy autobus powrotny i wracamy do naszych hostów. Wreszcie mamy okazję poznać Miguela. Jest równie sympatyczny co jego dziewczyna. Również jest artystą. Gra na saksofonie oraz na gitarze, więc już na dzień dobry mamy sporo wspólnych tematów. Nasi gospodarze proponują nam wyjście na miasto. Mimo, że jesteśmy trochę zmęczeni, bardzo chętnie na to przystajemy. Odpoczywamy chwilę, ogarniamy się i koło 23:00 wszyscy jesteśmy gotowi do wyjścia.

Jako, ze jest piątek, na ulicach jest niesamowicie wiele ludzi. Okazuje się, że pierwsza wybrana przez nas knajpka została wybrana również przez tradycyjny studencki zespół muzyczny.

2014-10-24-23h25m22

Miguel i Sonia opowiadają nam  trochę o studenckich zwyczajach. Dowiadujemy się, że prawie każda portugalska uczelnia ma swój własny zespół muzyczny, którego członkowie ubierają się w tradycyjne stroje (jak widać na zdjęciu) i koncertują. Po oficjalnych koncertach często wychodzą na miasto i po prostu grają dla zabawy.

Nasi Portugalczycy zaczęli grać tradycyjne, portugalskie pieśni. Słuchamy ich muzyki sącząc powoli nasze napoje. Atmosfera jest magiczna.

2014-10-25-00h13m16

Miguel i Sonia zabierają nas w kolejne ciekawe miejsce. Im później, tym więcej ludzi na ulicach. Porto tętni życiem bardziej niż w dzień. Czuć wszędzie studencką atmosferę.

2014-10-25-01h22m32

Wreszcie, około drugiej w nocy decydujemy się wrócić do domu. Sonia jutro pracuje, nasz czeka wyprawa do Lizbony. Idziemy spać aby nabrać sił na kolejne przygody.

Po tym cudownym dniu mogę tylko powiedzieć, że Porto jest WSPANIAŁE. Absolutnie zakochałam się w tym mieście. Mam nadzieję, że jeszcze kiedyś tu wrócę!

« »