Portugalia część 4 – zwiedzamy Lizbonę

Rano budzę się okrutnie zakatarzona. Wiedząc jednak, że jest to nasz ostatni pełny dzień w Portugalii, ogarniamy się i zabieramy za przygotowanie śniadania. Robimy małą odmianę od portugalskiego śniadania i przygotowujemy dla siebie i dla Tiago zwykłą, europejską jajecznicę.

Wychodzimy z mieszkania razem z naszym hostem i kierujemy się do metra. Po dwóch stacjach musimy się rozejść, gdyż Tiago przesiada się do innej nitki aby udać się do pracy. My wysiadamy na placu Restauradores czyli tam, gdzie byliśmy już wczoraj w nocy. Zwiedzanie rozpoczynamy od pysznej, portugalskiej kawy. Następnie kierujemy się w stronę wybrzeża po drodze mijając między innymi słynny, lizboński tramwaj.

2014-10-27-12h19m12

2014-10-27-12h21m47

Dochodzimy aż do Praça do Comércio. Jest to plac zwany powszechnie Terreiro do Paço, gdyż kiedyś stał tutaj pałac królewski. Pałac, podobnie jak większość Lizbony, został zniszczony podczas potężnego trzęsienia ziemi 1 listopada 1755 roku. Całe miasto zostało praktycznie zrównane z ziemią, jednakże Portugalczycy pod przewodnictwem markiza de Pombal szybko odbudowali swoją stolicę. Mówi się, że markiz de Pombal na zadane pytanie „I co teraz?”, zwykł odpowiadać „Pochować zmarłych i zatroszczyć się o żywych.” Nakazał ugasić szalejące pożary i pogrzebać ofiary, aby uniknąć epidemii. Obecnie na środku placu stoi pomnik panującego w owym czasie króla Józefa I.

2014-10-27-12h23m28

2014-10-27-12h27m59

Oprócz pięknego budownictwa, na placu spotykamy tu także całą masę specyficznych ludzi. Począwszy od ulicznego gitarzysty, który swoją grą umila czas przechodniom, przez medytującą kobietę kończąc na dwóch dilerach, którzy nieśmiało podeszli pytając czy aby na pewno nie chcemy trochę haszu. Przyznam, że jeszcze nikt nie proponował mi narkotyków w biały dzień, w centrum miasta, więc jest to zdecydowanie jakaś nowość. Cała reszta to przede wszystkim różnej maści turyści. To również mnie zaskakuje, bo przyznam, że nie spodziewałam się aż tylu turystów pod koniec października.

Naszym kolejnym przystankiem jest Katedra Sé. Jest to katedra wzniesiona została w 1150 roku, na cześć wygnania Maurów z miasta, w miejscu dawnego mauretańskiego meczetu. To tutaj przechowywane są relikwie Św. Wincentego. Legenda głosi, że ciało świętego, który zginął męczeńską śmiercią w Walencji, przypłynęło do brzegów portugalskiej prowincji Algarve w łodzi, eskortowanej przez dwa kruki. Ptaki wróciły potem na miejsce zbrodni, aby wyłupić oczy oprawcom Wincentego. Kruki do dziś są symbolem miasta.

2014-10-27-12h59m42

2014-10-27-13h01m06

Idziemy dalej, w stronę dzielnicy Alfama.  Jest to najstarsza dzielnica Lizbony. Została zbudowana na urwistych skałach, dzięki którym jako jedno z nielicznych miejsc podczas trzęsienia ziemi nie uległa zniszczeniu. Po drodze mijamy kolejnych oryginalnych ulicznych artystów.

2014-10-27-13h25m25

Następnie kierujemy się na zamek świętego Jerzego, który widzieliśmy już wcześniej z centrum miasta. Sam zamek wybudowany  został przez Maurów w XII wieku. Następnie został rozbudowany przez Portugalczyków. Przez pewien czas pełnił on rolę siedziby władców Portugalii. Trzęsienie ziemi z 1755 roku przyczyniło się do kompletnej degradacji zamku, który popadł w ruinę. W okresie panowania hiszpańskiego twierdza pełniła rolę koszarów oraz więzienia. Dopiero w latach 30 XX wieku zamek odrestaurowano i udostępniono zwiedzającym. Kiedy docieramy na miejsce, okazuje się, że zamek jest wręcz osaczony przez turystów a ponadto wejście jest płatne (5€). Decydujemy się więc na zobaczenie go tylko z zewnątrz.

Uliczni artyści pod murami zamku

Uliczni artyści pod murami zamku

Nieturystyczna restauracja dla turystów

Nieturystyczna restauracja dla turystów

Wąskimi uliczkami wracamy w stronę dolnego miasta. Chcemy zobaczyć jeszcze słynny Klasztor Karmelitów.

2014-10-27-14h19m49

2014-10-27-15h00m02

2014-10-27-15h00m56

Klasztor Karmelitów był niegdyś największą świątynią w mieście. Pomimo dużych zniszczeń, odniesionych wskutek trzęsienia ziemi, klasztor do dziś jest jedna z ważniejszych atrakcji w mieście. W XIX wieku w obrębie klasztoru powstała fabryka chemiczna, a aktualnie mieści się tam Muzeum Archeologiczne. My znowu oglądamy go tylko z zewnątrz, zatrzymując się na chwilę aby posłuchać kolejnych ulicznych muzyków.

2014-10-27-15h08m36

Robimy sobie spacer przez Cais do Sodre aż do mostu, który łączy Lizbonę z miastami na południu. Jest to dość długi most. Nasz host powiedział nam, że aby przejechać po tym moście samochodem, trzeba uiścić opłatę, ale tylko w jedną stronę. Ci, którzy wyjeżdżają z Lizbony mogą to zrobić za darmo. Po drugiej strony rzeki widać pomnik Jezusa, podobny do tego, który mamy w Świebodzinie :).

Za mostem łapiemy tramwaj i udajemy się do dzielnicy Belém. Jest tu kilka atrakcji, jakie chcemy zobaczyć. Pierwszą z nich są słynne ciastka Pastéis de Belém. Przepis na nie jest ściśle strzeżoną tajemnicą, którą znają zaledwie trzy osoby. Są to delikatne, kruche ciastka w kształcie babeczek. W środku mają budyniowaty krem.

2014-10-27-17h48m08

Przez zmianę czasu. dzień wydaje się być dużo krótszy i kiedy wychodzimy z Pastéis de Belém na dworze zaczyna robić się już ciemno. My jednak idziemy dalej, do klasztoru Hieronimitów. Klasztor zaczęto budować w 1502 roku za króla Manuela I jako podziękowanie za wyprawę Vasco da Gamy do Indii. Klasztor ten wpisał się w historię Unii Europejskiej. 3 grudnia 2007 roku, podczas szczytu Unii Europejskiej, na terenie klasztoru podpisano formalnie tzw. Traktat Reformujący Unię Europejską, odtąd nazywany Traktatem Lizbońskim.

2014-10-27-18h08m38

2014-10-27-18h09m04

Ostatnimi punktami na naszej liście są Torre de Belém i Padrão dos Descobrimentos, czyli Wieża Betlejemska i Pomnik Odkrywców. Torre de Belém to militarna budowla, pełniąca rolę strażnicy portu od czasów wielkich odkryć geograficznych. Była też punktem orientacyjnym dla wracających do ojczyzny żeglarzy i symbolem morskiej potęgi Portugalii. Pomnik Odkrywców odsłonięty został w 1960 roku, w pięćsetną rocznicę śmierci księcia Henryka Żeglarza. Zbudowany jest z betonu, ma kształt karaweli i 52 metry wysokości. Przedstawia żeglarzy, naukowców i misjonarzy, czyli wielkich odkrywców.

2014-10-27-18h34m21
2014-10-27-19h19m17

2014-10-27-19h17m16

Kierujemy się powoli w stronę mieszkania naszego hosta. Z Belém nie jeździ metro, więc musimy jechać najpierw autobusem, a dopiero później metrem. Dzisiaj jest nasza kolej na robienie obiadu. Chociaż z Polską obcokrajowcom najbardziej kojarzą się pierogi, nie podjęliśmy takiego wyzwania ze względu na pracochłonność tego dania. Postanowiliśmy zrobić placki ziemniaczane, które Portugalczykom są zupełnie nieznane. Mnie zaatakowała gorączka i katar ze wzmożoną siłą, więc Mateusz dzielnie staje na wysokości zadania i wysmaża dużo pysznych placków, które wszyscy potem konsumujemy ze śmietaną i dżemem. Tiago częstuje nas kieliszkiem Porto, także nasz obiad jest prawdziwie Polsko-Portugalski.

Po obiedzie, spędzamy bardzo sympatycznie czas z naszym hostem znowu rozmawiając na wszelakie tematy. Tiago pokazuje nam filmy z Kitesurfingu, a my jemu ze Snowboardingu :). W Portugalii śnieg raczej się nie zdarza, więc prym wiodą tutaj wszelakie sporty wodne. Zwłaszcza, że ocean jest w miarę ciepły przez cały rok. Wręczamy też naszemu hostowi mały upominek z Polski.

Znowu godzina robi się późna, więc kładziemy się spać.

2014-10-27-14h21m01

Rano budzimy się dość późno. Nasz host wychodzi już do pracy, więc żegnamy się z nim. Następnie dość leniwie się pakujemy i sprzątamy po wczorajszym obiedzie. Najwięcej czasu zajmuje nam pożegnanie się z kotem, który jest po prostu fenomenalny.

2014-10-28-10h13m41

Wreszcie zbieramy się i idziemy do metra. Chociaż lotnisko jest blisko, jedziemy drogą na około, aby zahaczyć jeszcze o nowoczesną dzielnicę Expo. Mamy raptem 30 minut, więc de facto wybiegamy z metra, rozglądamy się dookoła i wracamy do metra.

Nasz lot znowu jest kombinowany, jednak tym razem mamy dużo mniej czasu na przesiadkę, bo niecałe dwie godziny. Na lizbońskie lotnisko przybywamy na troszkę ponad godzinę przed odlotem, więc jest jeszcze chwila wytchnienia w strefie bezcłowej. Samolot na szczęście startuje o czasie. Lotnisko w Lizbonie usytuowane jest praktycznie w obrębie miasta, więc z samolotu możemy ostatni raz rzucić okiem na miasto.

Do Mediolanu przylatujemy o czasie. Nie ma tu terminala przesiadkowego, więc standardowo musimy odstać swoje w kolejce do kontroli osobistej. Czasu mamy idealnie na tyle, żeby na szybko zjeść małą, włoską pizzerynkę i wsiąść do różowego samolotu, który zabiera nas prosto do Katowic. W Katowicach jest zimno. Musimy odmrażać zaszroniony samochód. Już tęsknię za Portugalią!

 

« »