Singapur – brama do Azji

Przeprawa do Singapuru, czyli przygody na granicy

Z Borneo przylatujemy do Johor Bahru – malezyjskiego miasta przy granicy z Singapurem. Sam Singapur oddzielony jest od Malezji wodą i połączony z nią dwoma mostami. Jest to osobne państwo, więc obowiązują standardowe kontrole graniczne.

Bezproblemowo wydostajemy się z lotniska i docieramy aż do granicy. Przechodzimy kontrolę malezyjską i… zaczynają się schody. Trafiamy w sam środek gigantycznych kolejek do autobusów – o bliżej niezidentyfikowanym celu. Dowiadujemy się wreszcie, że wszystkie prowadzą do Singapuru, do różnych jego dzielnic, a całe te tłumy ludzi w tym właśnie kierunku zmierzają.

Po ponad godzinnej walce udaje nam się przedostać do autobusu, którym jedziemy może dziesięć minut. Wyrzuca nas on przy singapurskiej kontroli granicznej. Tutaj ponownie niebotyczne kolejki.

No dobrze… jesteśmy wreszcie po właściwej stronie granicy. Teraz wypadałoby się dostać do centrum. Znowu wpadamy we wściekłe tłumy kolejkujące się ponownie do autobusów. Klnąc wściekle przechodzimy przez ulicę. Mateusz sprawdza, że najbliższa stacja metra jest jedynie dwa kilometry od nas, więc wybieramy drogę pieszą. I tak o to rozpoczyna się nasz pierwszy spacer po Singapurze, a właściwie jego przedmieściach – Woodlands.

Zupełnie nie tak wyobrażałam sobie Singapur. Przechodzimy przez chińskie kramy z jedzeniem, przechodzimy przez park, gdzie mijamy zarówno skośnookich jak i malajskich, hinduskich bezdomnych. Wreszcie znajdujemy metro, które zabiera nas do tego Singapuru, jaki sobie wyobrażałam.

DCIM101GOPRO

Pierwszy posiłek w Singapurze

DSC_1086

Multikulturowy Singapur

Naszym hostem jest chiński student, Haixiang. Hai mieszka z dwoma chińskimi koleżankami i jednym chińskim kolegą. Wszyscy pochodzą z Xi’An i do Singapuru przyjechali na studia. Jako przyjezdni nie stanowią jednak tutaj żadnej mniejszości. Chińczycy stanowią ponad 76% populacji Singapuru. Pozostałe nacje to Malajczycy i Hindusi. Języki urzędowe to analogicznie chiński, malajski, tamilski oraz angielski. Większość mieszkańców w lepszym bądź gorszym stopniu zna angielski, co mocno ułatwia poruszanie się po mieście. Także wszelkie znaki są w czterech językach.

Za taką różnorodnością etniczną podąża też różnorodność wyznaniowa. Na jednej ulicy obok siebie znaleźć można kościół, meczet i chińską świątynie buddyjską. Ulicę dalej dumnie wznosi się świątynia Hindi.

DCIM101GOPRO

DSC_1161

DSC_1120

DSC_1122

DSC_1106

DCIM101GOPRO

DSC_1059

Choć ludność jest przemieszana, to w Chinatown oczywiście dominują Chińczycy i ich chińskie kramy. Znów w Little India widać hinduski ubrane w piękne suknie i z Bindi na czole.

Chinatown

Chinatown

DSC_1130

Little India

Nad tym wszystkim wznosi się dzielnica biznesowa, pięknie widoczna z Marina Bay. Tutaj Singapurczycy, każdej grupy etnicznej, maszerują pomiędzy biurowcami w eleganckich garniturach.

DSC_1090

Ceny są zdecydowanie wyższe niż w Malezji niż Chinach. Jeden dzień nie drenuje jakoś strasznie kieszeni, ale kosztuje nas zdecydowanie więcej niż dzień w Malezji czy Chinach.

DSC_1078

Czyszczenie budynków: lvl hard

DSC_1073

DSC_1099

DSC_1097

Trochę więcej orientalnych świątyni:

DSC_1118

Ciekawe dary: Guiness i papierosy

DCIM101GOPRODSC_1157

DSC_1156

DSC_1150

DSC_1149

DSC_1142

DSC_1146

I trochę nowoczesnej egzotyki:

DSC_1174

 

Następny przystanek – Kuala Lumpur. Do usłyszenia!

« »