Szkocja część 2 – mój hiszpański Edynburg

Wstaję wcześnie. Nora robi mi kawę, za którą jestem jej niesamowicie wdzięczna. Razem jemy śniadanie i wychodzimy z domu. I tutaj nadchodzi czas, aby się pożegnać, gdyż ona udaje się na uczelnię, a ja z moim podróżnym plecakiem odchodzę w stronę dworca autobusowego. Glasgow było wspaniałe, ale teraz czekają mnie kolejne przygody w stolicy.

Przyznam, że trochę się tego Edynburga obawiałam. Zauważyłam podczas moich podróży, że praktycznie zawsze najbardziej podoba mi się miejsce, które odwiedzam jako pierwsze. W każdym kolejnym jestem już co raz bardziej zmęczona i nie doceniam go tak, jakby na to zasługiwało.

No cóż, tym razem miało być inaczej.

Wsiadam do autobusu linii City Link z zarezerwowanym wcześniej przez Internet biletem autobusowym. Jest to chyba najtańszy przewoźnik, który łączy Glasgow z Edynburgiem, warto jednak rezerwować bilety online, gdyż cena jest dużo niższa.

W Edynburgu jestem niecałe dwie godziny później (trasa krótsza niż Wrocław-Katowice!). Na dworcu autobusowym spotykam się z Anną, moją dzisiejsza gospodynią. Anna jest pielęgniarką. Pracuje w edynburskim szpitalu. Jest też hiszpanką; przyjechała tutaj trzy lata temu (czyli mniej więcej po tym, kiedy cała Hiszpania została ogarnięta kryzysem ekonomicznym i zabrakło pracy dla młodych ludzi).

Anna dzieli mieszkanie ze sporo młodszym od siebie kolegą Adrianem, który przyjechał tutaj pół roku temu na studia. On także jest Hiszpanem. Ich mieszkanie jest dość daleko od centrum, więc nie chcąc tracić czasu od razu idziemy na miasto. Mój plecak jest na szczęscie dość mały i nie za ciężki (dzięki, Wizzair!). Anna ma cały tydzień urlop, więc proponuje mi swoje towarzystwo przy zwiedzaniu. Mi to bardzo odpowiada, ale zaczynamy od przytulnej kawiarni i od dwóch kubków przepysznej, gorącej czekolady. Z okna widać zamek groźnie górujący nad miastem.

Uzupełniwszy siły rozpoczynamy spacer. Szybko okazuje się, Anna że ma niesamowitą wiedzę o historii miasta, więc rewelacyjnie sprawdza się jako przewodniczka.

Pierwszym punktem jest St John’s Cathedral, które otoczone jest miniaturką Nekropolis. Sam w sobie kościół jest groźny i średniowieczny. Zaraz nieopodal znajduje się kawiarnia, której gościom w ogóle nie przeszkadza fakt, że piją kawę w otoczeniu nagrobków. Taka już szkocka uroda, że mimo ponurego otoczenia i deszczowej pogody są pogodni.

100_5424

100_5431

Kawiarniane ławki w otoczeniu nagrobków.

Kierujemy się w stronę centrum i dochodzimy do Royal Mile – jest najważniejsza historycznie ulica Edynburga. Ciągnie się ona od Pałacu Holyrood aż do zamku. Jesteśmy gdzieś w połowie tej historycznej ulicy i obieramy kierunek na parlament. Po drodze mijamy wiele fantastycznych zabytków. Anna opowiada mi nieco o ich historii.

I tak też dochodzimy do Parliament Square. Znajduje się tu posąg o złotym palcu – dotknięcie go ponoć daje szczęście. Oczywiście razem obmacujemy go bardzo intensywnie, w końcu szczęścia nigdy nie za wiele!

100_5440

Dalej, idziemy w stronę kościoła St Giles. Na wybrukowanym placu zauważam fragment wybrukowany w kształcie serca. Anna śmieje się, że dzisiaj zakochani robią sobie tu zdjęcia, jednakże kilka wieków temu to miejsce służyło do tego, aby wyrazić swoją opinię o poborcy podatkowym i bezkarnie splunąć na ulicę.

100_5443

100_5441

Sam w sobie kościół również jest średniowieczny i imponujący. Oglądamy chwilę piękne, choć surowe witraże i posągi. Przed kościołem znajduje się średniowieczne miejsce kar. Tutaj przyłapani na kradzieży obywatele karani byli poprzez przybicie jednego ucha gwoździem do drzwi. Mieli do wyboru – uszkodzić swoje ucho ale uciec lub wystać tak przez cały dzień i być publicznie wyśmiewanym i potępianym.

Idziemy dalej, mijamy bar, który znajduje się w… kościele. Następny przystanek – pałac Holyrood. Tutaj zatrzymuje się królowa brytyjska kiedy odwiedza swoich szkockich poddanych. Idziemy jeszcze dalej, aż do nowoczesnego budynku parlamentu. Budynek pełni rolę bardziej reprezentacyjną niż faktyczną, gdyż Szkocja uzależniona jest od tego, co postanowią parlamentarzyści nad Tamizą.

Kościół – bar

100_5468

Holyrood

100_5470

Nowoczesne budownictwo parlamentu

Nowoczesne budownictwo parlamentu

100_5465

Jest wietrznie i zimno. Wracamy na Royal Mile i zaglądamy do pubu na ciepłą herbatkę. Anna dzwoni do swojego współlokatora, który właśnie skończył zajęcia na swojej uczelni i deklaruje, że chętnie dołączy do spaceru. Spotykamy się z nim zaraz po wyjściu z pubu.

100_5459

Adrian pokazuje nam ukryte w uliczce muzeum, gdzie pokazane są pamiątki po znanych szkockich pisarzach. Muzeum jest małe, więc kontynuujemy spacer w stronę zamku.

100_5484

Nawet tutejsze autobusy są ponurą wersją tych z Londynu

Nawet tutejsze autobusy są ponurą wersją tych z Londynu

Za to kolorowy kilt można kupić na każdym kroku

Za to kolorowy kilt można kupić na każdym kroku

No i wreszcie, dochodzimy na plac zamkowy, najbardziej chyba znane miejsce w Edynburgu. Nie bez powodu jest to symbol nie tylko miasta ale i całej Szkocji. Jest to jedna z najpotężniejszych i najstarszych fortec w Wielkiej Brytanii. Jego historia sięga IX wieku p.n.e. Również i z wzgórza zamkowego rozciąga się całkiem ładny widok.

100_5501

100_5506

100_5513

Wracamy w stronę nowego miasta. Tutaj się rozdzielamy – Anna zmierza do swojego chłopaka, Włocha, który nieoczekiwanie musi wrócić w swoje rodzinne strony, więc spędzają romantyczny wieczór. Adrian zabiera mnie na wzgórze, gdzie znajduje się niedokończona budowla w bardzo greckim stylu oraz fantastyczne widoki na morze. Po raz kolejny żałuję, że mój aparat jest tak kiepski, bo zdjęcia ani trochę nie oddają surowego uroku tego miejsca.

100_5522

100_5531

100_5539

Spacerujemy rozmawiając aż wreszcie zaczyna robić się późno. Mój plecak coraz bardziej mi ciąży a i w brzuchach zaczyna nam głośno burczeć. Adrian proponuje, żeby zamiast iść do restauracji zrobić coś smacznego w domu. Łapiemy autobus i po kilkunastu minutach jesteśmy w bardziej mieszkalnej części miasta. Krótka wizyta w sklepie i chwilę później robimy obiad.

Obiad jest mało szkocki. Mój host okazuje się być całkiem niezłym kucharzem i serwuje hiszpański omlet oraz swojej domowej roboty piwo. Wieczór spędzamy relaksując się, rozmawiając i wymieniając co ciekawszą muzyką. Robi się późno a do Adriana wpada jego sąsiadka. Sąsiadka nazywa się Agnieszka i jest Polką. Zaprasza nas do siebie. Korzystamy z zaproszenia i dzięki temu poznaję jej małego synka i męża – Hiszpana.

Przygotowywanie obiadu

Przygotowywanie obiadu

Wieczór spędzamy w polsko-hiszpańskim towarzystwie popijając Adrianowe piwo i grając w planszówki. Mąż Agnieszki zaskakuje mnie swoją umiejętnością języka polskiego. Ona sama także rozmawia z nim swobodnie po hiszpańsku.

Do domu wracamy późno i praktycznie od razu padamy spać.

*        *        *

Budzę się dość późno. Leniwie jem śniadanie i zbieram się, chociaż jest to mój ostatni dzień i czasu nie zostało za wiele. Adrian jedzie ze mną na miasto. Spotykamy Annę i na moją prośbę udajemy się do kawiarni The Elephant House. To tutaj Joanna Rowling napisała pierwsze części mojego ukochanego Harrego Pottera, więc po prostu musiałam odwiedzić to miejsce. Oczywiście od tamtego czasu zostało ono mocno skomercjalizowane i na każdej ścianie można dostrzec nawiązanie do słynnej pisarki a ceny kawy zwalają z nóg, nawet jak na brytyjskie standardy.

100_5561

100_5562

100_5565

Wracamy następnie w stronę zamku, gdzie znajduje się Muzeum Camera Obscura. Adrian nie jest zbyt chętny na muzeum, zwłaszcza, że nie należy ono do najtańszych. Żegnamy się więc. Takie momenty zawsze są trochę smutne, bo prawdopodobnie już się więcej nie zobaczymy.

100_5571

100_5572

Razem z Anną udajemy się do muzeum. Bawimy się przednie. Camera Obscura z widokiem na zamek to tylko wisienka na torcie tego miejsca. Znajdują się tu ekspozycje pokazujące różne rodzaje złudzeń optycznych, krzywe zwierciadła, hologramy. Najchętniej spędziłabym tu jeszcze trochę czasu, ale nieuchronnie zbliża się czas odjazdu mojego autobusu do Glasgow.

100_5575

100_5578

100_5580

Idziemy jeszcze na mały lunch. Rozmowa pochłania nas znowu tak, że prawie przegapiam godzinę zebrania się na autobus. Na ostatnią chwilę biegnę na dworzec autobusowy, gdzie dosłownie wbiegam do prawie odjeżdżającego autobusu. Z Anną żegnam się machając jej przez szybę. To były naprawdę fantastyczne dni.

Tym razem trafiam na godziny szczytu, więc droga powrotna trwa dużo dłużej niż dojazd. Na całe szczęście zarezerwowałam bilet na przejazd z pewnym marginesem czasowym, więc w Glasgow spokojnie łapię ekspres na lotnisko. Spotykam też Paulę, tę samą którą spotkałam zaraz po wyjściu z samolotu. Wymieniamy się naszymi historiami z pobytu w Szkocji, w końcu nie dane nam było się spotkać w ciągu tych trzech dni.

Ostatnia fotka z Paulą

Ostatnia fotka z Paulą

Samolot przylatuje i ląduje o czasie. Po północy wysiadam w Katowicach, gdzie czeka na mnie Mateusz. I tak o to kończy się moja trzydniowa, szkocka przygoda.

« »